PILATESOWE CIAŁO

W ostatnim tygodniu jedna ze znanych na arenie międzynarodowej nauczycielek pilates ujawniła niezliczoną ilość postów wypełnionych hejtem wobec jej osoby. Nie jest ona ani specjalnie urodziwa, ani szczupła, ani pociągająca. Nie wygląda jak gwiazda fitness, nie świeci sześciopakiem na odtłuszczonym brzuchu, nie ma szczupłych ud i chudego tyłka. Za to ma mózg. I to wielki. A w nim masę dobrej i przydatnej wiedzy. Nigdy nie miałam okazji poznać jej na żywo ani uczestniczyć w jej warsztatach. Ale widziałam nagrania, słuchałam co mówi, czego uczy i jak uczy. I wiesz co? Jest bardzo dobrą nauczycielką ruchu. Jednak zarzucono jej, że to co robi, co pokazuje i czego uczy to nie pilates. Publicznie wielokrotnie wyśmiano ją i wyzwaną od grubych świń, zdzir, idiotek, które to ośmieszają ten niezwykle elitarny system ćwiczeń zwany Pilates. Pilates pisany przez duże P, przeznaczony dla szczupłych i wysportowanych Amerykanek o idealnie białych zębach pokazywanych w uśmiechach niczym reklama pasty Colgate i ciałach, które prężą się na reformerze czy cadillaku wykonując najtrudniejsze akrobatyki, których sam Józek Pilates by nie wymyślił.

Fot. Paulina Ratajczak.

Dlaczego o tym piszę? Bo strasznie mnie to wszystko ruszyło.

Po pierwsze – nikt nie jest idealny. Gazety mówią kobietom o byciu sobą jednocześnie pokazując na okładce wychudzone w photoshopie ciała celebrytek i opisują 50 sposobów na uzyskanie talii marzeń (wszystko po to, by faceci wokół Ciebie szaleli na Twoim punkcie). Te piękne ciała są dziełem programów komputerowych lub morderczych treningów i diet, wszystko po to by zmniejszyć ilość tkanki tłuszczowej w ciele. W jakim celu? Po kiego grzyba to wszystko? Czy dla naszego (kobiet) dobra? A może dla dobra opinii publicznej i spaczonych umysłów i kanonów piękna?

Źródło zdjęcia: Today.com

Po drugie – nauczyciel ruchu nie musi mieć idealnego ciała. I specjalnie napisałam nauczyciel ruchu. Nie instruktor, nie trener. Nauczyciel. W mojej nomenklaturze nauczyciel jest kimś więcej niż instruktorem czy trenerem. Nauczyciel uczy. Zmienia poprzez naukę. Rozumie ciało. Anatomię. Biomechanikę. Biofizykę. Wie co jest dobre dla danego ciała i dlaczego. Potrafi nauczyć ruchu. Nie dla lepszego ciała, ale dla lepszego zdrowia. Zatem jeśli jego potęgą jest to co posiada w głowie, po co mu chuda dupa i płaski brzuch? Czy to cokolwiek zmieni w ilości i jakości wiedzy, którą posiada? Czy to w jakikolwiek sposób zmieni sposób w jaki naucza i jak pracuje z klientem? Absolutnie nie. Czemu zatem kryterium oceniającym nauczyciela stało się jego ciało? Możesz mi teraz zarzucić, że propaguję otyłość. Że wyrażam publicznie zgodę na ciała grube i zaniedbane, co w środowisku fitness nie przystoi. Naprawdę? Propaguję zdrowie. Zdrowy rozsądek i zdrowe podejście do swojego ciała. Nie każde ciało zostało stworzone genetycznie do tego, by mieć kształty jak modelka Victoria Secret. Ba, nawet powiem, że takie ciała spotykane są jedne na milion, a zdecydowana większość kobiet wygląda z natury zupełnie inaczej.

Źródło zdjęcia: Insider.com

Po trzecie – nauczyciel nie musi paradować w strojach sportowych rodem z Playboya. Nie musi mieć najbardziej obcisłych legginsów i najkrótszego topu jaki tylko można było znaleźć w sklepie. Nie musi paradować z cyckami na wierzchu czy pokazywać gołego brzucha. Równie świetnym nauczycielem będzie w dresowych pumpach i oversizowej bluzie. Ale ktoś może teraz powiedzieć, że nauczyciel powinien być ubrany tak, by mógł klientowi zademonstrować ćwiczenie i by wszystko co robi jego ciało było widoczne. Nie musi. Bo nauczyciel musi wiedzieć jak wytłumaczyć klientowi dane ćwiczenie. Jakich ma użyć wskazówek, jak ma pokierować klienta, by ten zrozumiał i poczuł ruch, a nie jak małpa go naśladował.

Źródło zdjęcia: Collage Candy.

Strasznie mnie bolą te pokazy mody na pilatesowych konferencjach, gdzie dominuje ogólnie pojęty ścisk dupy i zassanie pępka, wszystko po to, by wyglądać lepiej wśród koleżanek po fachu. Strasznie mnie bolą ćwiczenia wykonywane na pokaz, w najtrudniejszej ich wersji, by koleżanki po fachu nie miały wątpliwości, że jestem najlepsza. Może zamiast tego pokazu sportowych strojów od Versace na kościstych wieszakach instruktorskich ciał porozmawiamy po co są dane ćwiczenia i jaki jest cel ich nauczania? Może stwórzmy konstruktywną dyskusję, pozbawioną cielesnego hejtu, za to pełną konstruktywnych informacji, z których każdy wyniesie coś dla siebie?

Wiesz co mnie jeszcze boli? Ciągłe udowadnianie innym, że to co robią to nie Pilates. Bo przecież modyfikowanie ćwiczeń, które wymyślił dziadek Pilates to już nie jest Pilates. Naprawdę? Proszę, otwórzmy oczy. Wiedza o ciele człowieka się rozwija. Przez ostatnie 100 lat nauka zrobiła gigantyczny krok w przód. Dowiedzieliśmy się masy rzeczy, zajrzeliśmy wgłąb ludzkiego ciała, okryliśmy, które mięśnie tworzą ów tajemniczy Powerhouse i na jakiej zasadzie działają. Wiemy jak pracują poszczególne odcinki kręgosłupa, znamy dokładne zakresy ruchów i wiemy, które dokładnie mięśnie są za to odpowiedzialne. Nauka cały czas idzie na przód, rzeczy, w które wierzono 50 lat temu bywają często nieaktualne, zastępuje je nowa, bardziej rzetelna i sprawdzona licznymi badaniami wiedza. Czemu zatem tak kurczowo trzymamy się wytycznych sprzed dziesiątek lat? Wyobraź sobie, że mieliby Ci wykonać operację na otwartym sercu bez narkozy, bez znieczulenia, bez aparatury podtrzymującej oddech i monitorującej życie. Zgodziłbyś się na to tylko dla idei, że tak właśnie operowano 50 lat temu? Czy jednak poszedłbyś z duchem czasu i poparł nowoczesną medycynę? Jeśli wybierasz opcję numer 2, czemu wciąż uważasz, że Pilates wolno i należy ćwiczyć tylko i wyłącznie tak, jak był on pierwotnie stworzony? Nie wiem czy wiesz, ale dziadek Pilates, oprócz swoich dwóch książek, nie zostawił po sobie dokładnego opisu tego w jaki sposób pracował z klientami. Nie zostawił gotowej recepty na pracę z różnymi ciałami, co lepsze, nie zostawił nawet ogólnego zapisu. Wszystko to czego się uczymy, jest wiedzą przekazywaną z ust do ust,od jego uczniów dalej. I wiesz co jest najlepsze? Każdy z jego uczniów znał zupełnie inną stronę ćwiczeń Pilates, tę, która było stosowana na jego ciele. I taką też wiedzę przekazywał dalej. Czy zatem można traktować ciała o innej budowie i innych problemach w ten sam sposób jak ciało owego nauczyciela? Czy można powiedzieć, że właśnie ta forma ćwiczeń jest najlepsza, najbardziej dokładna i najbliższa Pilatesowej prawdy? Nie można. Czemu zatem to robimy i wciąż walczymy pomiędzy sensem klasycznego, niemodyfikowanego Pilatesu a nowoczesnego, bazującego na najnowszej wiedzy o ciele człowieka? Na to pytanie pozostawiam już odpowiedź Tobie…

Opublikowane przez magdapilates

instruktor i trener personalny Pilates, miłośniczka ćwiczeń Pilates i zdrowego aktywnego trybu życia

One thought on “PILATESOWE CIAŁO

  1. Oj tak, świetnie to Madzia opisujesz, swoją drogą czy Jeśli dziadek Pilates miałby totalnie zamkniety umysł na wszystko co wokół jest stworzyły by cokolwiek?? Myślę, że otwarty umysł to jedna z zasad dobrego nauczyciela Ruchu , zresztą otwarty umysł to co każdy powinien mieć, żyjąc na tym pięknym świecie , absolutnie w każdej profesji, ale też w życiu społecznym…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: