Harmonia Ruchu – moje nowe dziecko

Znacie mnie, a już na pewno, po jakimś czasie prowadzenia bloga, co nieco o mnie wiecie. Muszę się przyznać – jestem typowym strzelcem. Ambitnym, mierzącym wysoko, szukającym wyzwań. Rok bez nowych działań i pomysłów uważam za rok stracony. Nie pamiętam roku, w którymś czegoś nie wymyśliłam.

Spójrzmy na opis znaku (ze strony http://www.astrolabium.pl/astrologia/zodiak/znaki-zodiaku/259-strzelec):
Idę naprzód i przekraczam granice. Moje motto to optymizm, entuzjazm, przygoda, szczerość. Strzelce kochają wolność i nie znoszą rutyny. Wydają się być ciągle w ruchu, w poszukiwaniu nowych doświadczeń, okazji do zdobycia wiedzy i poszerzenia horyzontów. Mają szczere i bezpośrednie podejście do życia i ludzi. Ich optymizm i niefrasobliwość sprawiają, że są miłym towarzystwem. Lubią filozofować i mędrkować. Mają poczucie sprawiedliwości, prawdy i moralności. Strzelce są zdolne do autoinspiracji i automotywacji. Są bardzo otwarte na świat i liberalne, a ich plany i cele są dalekosiężne. Zarażają wszystkich swoim entuzjazmem.” Cała prawda, czyż nie? A jeszcze boldem zaznaczyłam to, co w danym przypadku jest mocno uwidocznione 😉

Jakie wyzwanie podjęłam na ten rok? Stworzenie szkoły… Taki tam, pikuś… Choć wcale nie miałam tego w planach 😛

Kamilę, współtwórczynię projektu, poznałam na pierwszym szkoleniu pilates ponad 12 lat temu. Potem zaczęłyśmy razem pracować w jednym z łódzkich klubów fitness. Tak się życie poukładało, że po jakimś czasie ona odeszła z tego klubu, następnie nadszedł czas i na mnie, w końcu Movimento mnie wzywało. Po dłuższej chwili Kamila zaczęła znów ze mną pracować. I tak od ponad 7 lat pracujemy razem w Movimento Pilates Studio. Kamila od wielu lat była szkoleniowcem dla jednej z największych szkół fitness w Polsce. Stało się jak się stało, szkoła się rozpadła, zostawiając po sobie tylko jedną gałąź. I wtedy też Kamila mnie zapytała czy nie chciałabym z nią rozpocząć nowego projektu. Pomyślałam chwilę i stwierdziłam ‚czemu nie?’. Usiadłyśmy w knajpie, pogadałyśmy o naszych oczekiwaniach, stworzyłyśmy drzewo początków rozwoju, spisałyśmy najważniejsze plany i pomysły. I tak właśnie zaczęła się ta oto przygoda, tak właśnie narodziła się ona, HARMONIA RUCHU*.

HARMONIA_RUCHU_znak_RGB_Obszar roboczy 1

Wiecie czego na rynku Polskim brakowało? Szkoły, która nie pędzi za najnowszymi trendami fitness z targów FIBO, a szkoły uczącej świadomego ruchu. I takie jest nasze założenie. Chcemy zwrócić szczególną uwagę na połączenie ciała i umysłu, na, no cóż, jak sama nazwa wskazuję, harmonię ruchu 😉

Obie jesteśmy pracoholiczki i pasjonatki. Fit freaki. W pozytywnych znaczeniach tych wszystkich słów. Uwielbiamy uczyć się oraz uczyć innych. Zarażać ich swoją wiedzą i miłością do ruchu. Pokazywać inną stronę aktywności fizycznej – pracę na powięziach, stretching, pilates czy ruch jako terapię.

harmonia-40.JPG

Moja istniejąca od ponad roku Akademia Pilates będzie teraz działała pod szyldem HR. Ale wciąż będę zajmowała się tym samym, nauczaniem Was czym jest głęboka stabilizacja, jak ważny jest oddech, prawidłowa praca łopatek czy praca na chorym kręgosłupie. Nic się nie zmieni. Choć może nie, zmieni się. Teraz wszystko będzie jeszcze lepsze. Bo co dwie głowy to nie jedna! Razem mamy non stop burzę mózgów!

Mam jeszcze wiele pomysłów na warsztaty – odcinek szyjny i piersiowy, biodro i miednica, kolano i stopa. Co Wy na to? Jesteście zainteresowani?

Trzymajcie za nas kciuki! Już pod koniec sierpnia ruszamy z pierwszymi eventami, robimy wspólną wycieczkę po różnych punktach na mapie Polski, by zaprezentować się Wam z jak najlepszej strony. A od września już normalnie szkolimy. Bądźcie na bieżąco!

harmonia-95

  • nawet nie wiecie ile czasu i nerwów zajęło mi wymyślanie nazwy. Jechałam autem pod Warszawę, deszcz lał, było brzydko, sennie, szaro i ponuro. Przez całą drogę myślałam jak w prosty i łatwy sposób można nazwać taką firmę. Do głowy przychodziła mi masa głupich pomysłów, a Janek już miał mnie szczerze dość. I nagle mnie olśniło! HR! Taki łatwy i prosty skrót, który wszyscy znają, tylko od innej strony. Jak rozwinąć sensownie skrót HR? Harmonia Ruchu! Juhu krzyknąłby Kornel! Kamila zaakceptowała, mamy to, mamy sukces! Gol!

Czy pilates zamyka w schematach?

Kiedyś, dobrych kilka lat temu, usłyszałam zarzut, że nauczyciele pilates uwielbiają zamykać w schematach. Ograniczają tym samym ruchy ciała, jego funkcjonalność i działanie w warunkach życia codziennego. Czy faktycznie tak jest?

IMG_0817

Na ostatnim prowadzonym przeze mnie warsztacie poruszyłam ten temat z koleżanką. Opowiedziała mi ona historię, gdzie na jednej z konferencji pilatesowych, specjalista od powięzi poprosił aby uczestnicy wykonali w staniu skręt tułowia wraz z wyciągnięciem ręki w bok. Wszyscy zrobili to poprawnie, dość sztywno, zwracając uwagę na wydłużenie, rotację w kręgosłupie, z idealnie wyciągniętą ręką. Potem poprosił ich by wykonali ten sam ruch, ale lekko, bez tego ‚usztywnienia’. Po czym zapytał grupę czemu tak bardzo ogranicza swoje ciało?

No właśnie, i jak to jest? Ograniczać czy nie ograniczać?

Nie rozumiem zbytnio tej sprzeczności teorii. Uczono mnie, że podstawowy poziom pilates ma za zadanie uruchomić całe ciało, ale w dość ostrożny sposób. Ma w końcu polegać na nauce prawidłowych ruchów, zmiany schematów, uruchomienia uśpionych mięśni itd. Dopiero poziom średniozaawansowany, a już w ogóle zaawansowany, jest ruchem wielopłaszczyznowym i wielowymiarowym. I faktycznie, patrząc na zaawansowane ćwiczenia na reformerze czy cadillacu, nie można im odmówić wielopłaszczyznowości czy skomplikowania. Ale zanim dojdzie się do tego poziomu, by nie zrobić sobie krzywdy, warto jednak skrupulatnie przejść przez poziom podstawowy, a następnie średniozaawansowany, ucząc się krąk po kroku, jak pracuje i funkcjonuje ciało w przestrzeni. Nikomu przecież nie chodzi o to by chodzić jak robot, ale by używać ciała zgodnie z jego przeznaczeniem, z najmniejszym wydatkiem energetycznym, o jak największej funkcjonalności i ergonomii. Zatem najlepszą odpowiedzią do problemu jest standardowa odpowiedź dobrego nauczyciela: „to zależy”. Bo faktycznie to zależy. Od danego klienta, jego stanu zdrowia, kondycji fizycznej, psychicznej i etapu rozwoju ćwiczeniowego.

Zdecydowaną większość moich klientów stanowią, tak naprawdę, moi pacjenci. Trafiają do mnie przede wszystkim osoby, które mają problemy z plecami. Dyskopatie, przepukliny, sekwestracje dysków, zwyrodnienia, stany zapalne, usztywnienia, stany po operacjach, rwy, skoliozy i tym podobne. W ich przypadkach, szczególnie jeśli mowa o problemach, w których rdzeń kręgowy może być narażony na naruszenie, nie wyobrażam sobie działać inaczej niż właśnie zamykać w schematach.Do pewnego momentu oczywiście.

Czym dla mnie jest schemat? Takim troszkę zamknięciem w klatce. Ograniczeniem się do miejsca problemowego. Zabezpieczeniem go. Wzmocnieniem i ustabilizowaniem, zarówno statycznym, jak i dynamicznym. Uelastycznieniem. Jak opisują to zasady pracy przy dolegliwościach bólowych dolnego kręgosłupa. Przecież nie wsadzę początkującego klienta z kręgozmykiem w walkover na cadillacu!  I dopiero, gdy widzę lub słyszę, że jest lepiej, mamy postęp, pozwalam sobie iść dalej, w ruchy bardziej skomplikowane. W ruchy bardziej oddalone od miejsca problematycznego. Wykorzystujące większą ilość płaszczyzn ruchu. Wymagające większej uwagi i świadomości. Zatem wypuszczam go z tej bezpiecznej klatki w momencie kiedy wiem, że potrafi latać i nie zrobi sobie krzywdy.

Osobiście uważam, że pilates nie zamyka w schematach. Wszystko zależy od tego co nauczyciel miał na myśli planując i programując dane ćwiczenie. Ale nikt nie zatańczy od razu tanga w pełnym wykonaniu. I nie zagra jak Chopin pierwszy raz widząc pianino na oczy (chyba, że jest geniuszem posiadającym taki dar). Zatem odczepmy się od schematyczności ćwiczeń pilates i zobaczmy co jest dalej, w momencie, gdy klient potrafi zrozumieć gdzie noga, gdzie ręka, a gdzie głowa 😉

Nauczycielka pilates Elizabeth Larkam, we współpracy z Tomem Myersem (guru teorii powięziowej), napisała książkę „Fascia in motion”. Prezentuje w niej ćwiczenia zarówno na macie, jak i na pilatesowym sprzęcie, pokazując, jak w podstawowe ruchu i wszystkim znane koncepcje, można wpleść teorię istnienia i pracy na powięziach. Książka jest nie tylko zbiorem zdjęć z pozycjami ćwiczeniowymi, ale zawiera także masę informacji o tym czym jest powięź, jakie jej rodzaje można wyróżnić i jak na niej pracować. Pozycja must have dla każdego, kto chce rozwinąć swój warsztat.

Na dowód nie-schematyczności zdjęcia z zajęć z reformerem w koncepcji powięziowej, wielopłaszczyznowej.