Medyczny Trening Terapeutyczny czyli level up zwykłego treningu

Z reguły sytuacja wygląda tak, że do trenera idzie się po to by zrobić masę, rzeźbę albo schudnąć. Wciąż rzadko spotykane jest by korzystać z jego oferty w celach leczniczych. Ja mam to szczęście, że w zdecydowanej większości przypadków trafiają do mnie klienci z problemami zdrowotnymi. Pilates i fizjoterapia pięknie się ze sobą łączą i uzupełniają, więc to jest moja droga do leczenia i uzdrawiania poprzez ćwiczenia.

Jak wiadomo, nie można spocząć na laurach. Branża medyczna zmienia się tak naprawdę z miesiąca na miesiąc. Co chwilę są nowe badania, wyniki, osiągnięcia naukowe, które wprowadzają coś nowego. Zatem stanie w miejscu jest jak strzał w kolano, nie ma Cię, jeśli się nie rozwijasz. W tym celu postanowiłam pójść na szkolenie z Medycznego Treningu Terapeutycznego. By móc uzupełnić moją fizjoterapeutyczną  i wyjść poza pilatesową wiedzę. By wiedzieć jeszcze lepiej jak rehabilitować ruchem osoby po operacji zerwanych więzadeł, wymienionych bioder czy uszkodzonych kręgosłupów.

IMG_4653

MTT to szkolenie cztero-modułowe. Każdy moduł to 3 dni ciężkiej pracy, zarówno umysłowej, jak i fizycznej. Poświęcone jest zagadnieniom różnych form treningu i dopasowaniem go pod rożne schorzenia układu ruchu. Szkolenie prowadzi prof Lasse Thue (Prezes Kaltenborn-Evjenth Interational, specjalista od przygotowania fizycznego piłkarzy FC Barcelona oraz kadry norweskich biegaczek). Człowiek o niesamowitej kondycji w stosunku do swojego wieku. Oraz o olbrzymiej wiedzy. 

Pierwszy moduł, który miał miejsce 21-23.04.17, dotyczył kolana i biodra. Spora ilość badań, nowinek i ciekawostek. Dowiedziałam się jak układać plany treningowe pod konkretne schorzenia kończyny dolnej, jakie ćwiczenia obejmują mobilizację, sensomotorykę, a jakie trening siłowy. Ale dał mi też do zrozumienia, że czas nadrobić trochę fizyki, gdyż biomechanika leży i się śmieje ze mnie w niektórych przypadkach 😉

18033860_1944516292501849_4543144566623193456_n

Z niecierpliwością czekam na kolejny, czerwcowy moduł, tym razem o schorzeniach kręgosłupa, czyli o czymś, co mnie fascynuje najbardziej!

 

Mój sprzęt, moje szczęście

Jestem szczęściarą! Wiecie dlaczego? Ponieważ robię to co lubię i lubię to co robię. W jednej z mądrych książek kiedyś przeczytałam, że nie zostanie się milionerem robiąc coś, czego się nie lubi. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak odliczać dni 😛

Pilates jest moim szczęściem. Pierwszy certyfikat był moim szczęściem. Potem studio. Klienci. Warsztaty. A ostatnio moim największym szczęściem (oczywiście zaraz po Kornelu) jest sprzęt. Coś w tym jest, że jak się już zgromadzi cały sprzęt pilatesowy, nie chce się wracać do ćwiczeń na macie.

Przedstawiam Wam krainę mojego pilatesowego szczęścia, moje „małe” zabawki 🙂

  1. reformer

Od tego wszystko się zaczęło. No może, od maty się zaczęło, ale reformer był moim pierwszym poważnym zakupem. 7 lat temu kupiłam swoje pierwsze łóżko, drewniane, polskie, z Lęborka. Ponieważ znałam tylko ćwiczenia na macie, pojechałam specjalnie do Teresy Kryszkiewicz do Poznania, by pokazała mi podstawowe ćwiczenia na nim.

Potem, z dotacji unijnej na innowacje dla mikroprzedsiębiorstw, dostałam pieniądze na zakup 5 reformerów z wieżą. I tak oto pojawiły się w grafiku grupowe zajęcia.

Co jest niesamowitego w reformerze? Wszystko 😛 Uwielbiam na nim ćwiczenia bez sprężyn, które zmuszają ciało do gigantycznej stabilizacji i pracy mięśni głębokich. Uwielbiam wszystkie mostki, węże i podpory. Ćwiczenia, w których łączą się ze sobą precyzja, siła, wytrzymałość i elastyczność.

IMG_4197

2. spine corrector

Po reformerach długo nie było nic. Pierwsze studio blokowało mnie z możliwością rozwoju sprzętowego. Ale zaraz po przeprowadzce i zrobieniu kursu na łuk, korektor i beczkę, postawiłam kupić ich aż 6. Stały się ciekawym urozmaiceniem zajęć.

Korektory uwielbiam za brzuszki, gdzie mięśnie „palą jak cholera”, mobilizację kręgosłupa w zakresie, który nigdzie nie był osiągalny, i pracę w leżeniu na brzuchu, która stała się o wiele bardziej wygodna niż na long boxie na reformerze.

IMG_4194.JPG

3. Beczka

Jak szaleć, to szaleć po całości. Niedługo po pojawieniu się spine correctorów, w Studio zagościła beczka (a dokładnie to ladder barrel). Przyrząd, który jest dla mnie kwintesencją delikatności i elastyczności. Śmiało mogę rzec, że jest to najbardziej kobieca rzecz w studio. Taka opływowa, zgrabna, okrągła. Nigdzie nie zrobi się taki wygięć do tyłu, przodu, boku jak na beczce. Moja miłość ❤

IMG_4236

4. Cadillac

Brzmi dumnie, prawda? Jestem bardzo dumna, że mam tak dumnie brzmiący sprzęt na stanie. Cadillac ma dla mnie takie dwie funkcje. 1 – rehabilitacyjna. Jest wyższy, lepiej się obserwuje ciało klienta wykonującego ćwiczenia, można na nim robić wiele pozycji znanych mi z fizjoterapii (jak np trakcje dla kręgosłupa). 2 – akrobatyczna. Cadillac jest jedynym sprzętem, na którym można robić pozycje odwrócone. Pozycje, które wymagają olbrzymiej siły rąk, brzucha, pleców. Niesamowitej stabilizacji i wytrzymałości. Które są piękne. Ale cholernie trudne.

IMG_4234

5. Krzesło

Ostatnim gadżetem pilatesowym, jaki pojawił się w studiu, było krzesło. Tak jak beczka jest przyrządem niezwykle kobiecym, krzesło jest dla mnie bardzo męskie. Siermiężne w wyglądzie, kanciaste i mocne. Nie ma tu gracji, jest siła 😉 Gdybym miała przeprowadzić trening z facetem, wykorzystałabym reformera, wieżę i krzesło. Co jest natomiast niesamowitego w tym kawałki drewna i metalu? To, że najbardziej można tu poczuć mięsień poprzeczny brzucha. W każdym razie ja mam takie odczucie. Zwykły footwork jest tutaj niezłą pracą brzucha!

IMG_4193.JPG

Gdyby ktoś kazał mi się przenieść do studia, które nie ma sprzętu, chyba bym się popłakała. Ale co gorsza, gdyby ktoś zabronił mi pracować z pilates, moje życie w dużej mierze straciłoby sens. Naprawdę.

Efekt wow!

Jednym z marzeń, jakie chodziły za mną przez dłuższy czas, była profesjonalna sesja zdjęciowa. Pilatesowa. Na sprzęcie. I w połowie lutego tego roku moje marzenie się spełniło. Efektem są niesamowite zdjęcia, które po spojrzeniu na nie, wywołują efekt „wow”. A potem pytanie ‚to jesteś Ty?’. A potem kolejne pytanie ‚Ale to serio jest Pilates?’. Taki efekt pragnęłam osiągnąć. Sesja miała być nie tylko dla mnie i dla spełnienia moich marzeń, ale również, by pokazać innym ludziom, którzy myślą, że na Pilatesie się tylko leży i oddycha, że Pilates potrafi być ‚wow’!

IMG_2850szum.jpg

Aby sesja doszła do skutku, musiały być spełnione odpowiednie warunki. Po pierwsze – musiałam mieć figurę, która nie była by dla mnie krępująca. Po drugie – musiałam mieć cały sprzęt. A po trzecie – musiałam kupić dobre ciuchy.

Powiem Wam szczerze, nigdy bym się tak nie ubrała do prowadzenia zajęć! Nigdy przenigdy! Było mi tak głupio ćwiczyć w tak kusym staniku, że gdyby nie super fotografka, w życiu bym się nie ośmieliła rozebrać! 😉

IMG_2917.jpg

Oceńcie teraz sami -> czy Pilates faktycznie wydaje Wam się nudny? Łatwy? Dla seniorów? O matko, przecież ja tu nic nie robię! 😛

IMG_3024.jpg

Faux pas w ćwiczeniach

Ostatnio opracowywałam artykuł, w którym pisałam o błędach w czasie ćwiczeń. O błędach notorycznie i nagminnie powtarzanych. Powielanych. Wszędzie robionych. Przez tych co się znać powinni, jak i tych co znać się nie muszą. O błędach, które z biegiem czasu, mogą przynieść naprawdę kiepskie konsekwencje.

Dlaczego o tym tu piszę? Gdyż porządny pilates stara się błędy te prostować. Ale tylko porządny. Bo ten o kant stołu może je tylko spotęgować. Albo i dorzucić nowe do worka dziwnych ćwiczeniowych zwyczajów.

Generalnie, zawsze będę wychodzić z założenia i wszem i wobec głosić, że pilates powinien być pierwszym rodzajem aktywności fizycznej, zanim zaczniemy robić co innego. Żadna inna forma ruchu nie powie i nie nauczy tyle o prawidłowej, pozbawionej przeciążeń, naturalnej postawie ciała, stabilizacji i poprawnym ruchu, co pilates właśnie.

Ale przejdźmy do rzeczy, czyli jakie błędy są najczęściej powtarzane w czasie ćwiczeń?

  1. brzuszki z przyklejonym kręgosłupem

Sama nie wiem o co w tym chodzi. Czy ma być łatwiej bo nieruchomo czy ma brzuch mocniej pracować? A może ma być łatwiej dla instruktora, bo jak zakomunikuje przyklejenie pleców, to nie musi chodzić i sprawdzać czy faktycznie są dobrze ułożone? Jedno jest pewne, nie jest to prawidłowe ustawienie pozycji. Dlaczego Wklejenie dolnych pleców w matę powoduje wypłaszczenie, zniesienie krzywizny odcinka lędźwiowego kręgosłupa, zatem zmienia jego naturalne ustawienie. Do tego nadmiernie angażuje mięsień prosty brzucha, zmniejsza napięcie mięśni pleców w ich dolnym odcinku, czyli go osłabia. I bądź co bądź, w efekcie może prowadzić (i pewno kiedyś tym zaskutkuje) do dyskopatii.

2. lifty nóg w wersji wymachów

Czyli leżę na brzuchu i macham nogą. Nie napinam. Nie pracuję. Nie wzmacniam. Rozrywkowo macham. Wymachuję. A to są wznosy. Lub wyprosty w stawie biodrowym. Ruch ten, przy ustabilizowane miednicy, aby dać pracę dla mięśni pośladkowych, odbywa się w zakresie 10-30 stopni. To jest norma. Nie 60 stopni. Nie do sufitu również. Nie im wyżej, tym lepiej. Takie machanie, oprócz obciążenia odcinka lędźwiowego, naprawdę nic nie daje. Nic a nic. Bo zamiast pośladków pracują przede wszystkim mięśnie dolnego odcinka kręgosłupa, które (przeciwnie do poprzedniego ćwiczenia) są nadużywane i prowadzą do zwiększenia krzywizny, czyli lordozy. Pośladek może gdzieś tam się napina, ale biada plecom.

3. lifty w pozycji podporu na łokciu

Dlatego nie chodzę na fitness. Jak raz czy dwa razy poszłam, to właśnie to ćwiczenie spowodowało, że z hukiem opuściłam salę. Jak można tak krzywdzić swoje ciało?! Może dla niektórych pozycja ładnie wygląda, choć dla mnie jest pogięta jak rozciągnięty i ponownie złożony spinacz. Wygląda jak pozycja typowo plażowa, gdzie jedną ręka trzyma się gazetę, a w drugiej plastikowy kubek z piwem. A może chodzi o zakres ruchu, który rzeczywiście wygląda tu całkiem spektakularnie? Bo na bank nie chodzi tu o wzmacnianie i zdrowie. Zatem przybliżę pozycję spinacza – jest to leżenie bokiem, podpór na łokciu, dłoń podtrzymuje głowę. Talia leci w dół ile się da by noga mogła poszybować do sufitu skręcając miednicę w tył. A dlaczego jest to zła pozycja do robienia liftów? A dlatego że obciąża odcinek szyjny, bark, zmienia ustawienie odcinka piersiowego, obciąża odcinek lędźwiowy, destabilizuje dolne plecy i miednicę. I zamiast pracować odwodzicielami, pracuje sama nie wiem czym, bo tyle niepotrzebnych mięśni się tam włącza w ten dziwny ruch.

4. unoszenie bioder najwyżej jak się da

Istnieje taka moda, że im wyżej, tym lepiej. Im mocniej, tym skuteczniej. Idziemy na ilość, a nie na jakość. Tak też sprawa wygląda z wykonywaniem wznosów miednicy. Zamiast dobrze wzmacniać pośladki prostując biodra, przeciąża się odcinek lędźwiowy. Dlaczego? Ponieważ miednica jest unoszona tak wysoko, że odrywają się łopatki od maty, żebra puszczają, brzuch się wypycha, klatka piersiowa unosi wysoko, a kręgosłup zamiast być w jednej linii, wygina się w łuk. Dla mnie istnieją dwa wznosy miednicy – z mobilizacją kręgosłupa, i z jego stabilizacją. Czyli taki gdzie praca jest kręg po kręgu w górę aż do wyprostu bioder oraz taki gdzie praca jest od razu z napięcia pośladków do wyprostu bioder z utrzymaniem kręgosłupa lędźwiowego nieruchomo. Łączy je natomiast jedna zasada, klatka zostaje w dole, mostek jest ciężki, górny odcinek piersiowy leży na podłożu, a brzuch jest napięty. I taka mała zmiana powoduje zabezpieczenie odcinka lędźwiowego zamiast jego okrutne obciążenie.

5. nożyce nad podłogą

O matko przenajświętsza! Kto to wymyśla? To, jak i następne ćwiczenie, to plecowy koszmar. Nie wiem czy znam coś co bardziej obciąża odcinek lędźwiowy. Jeśli mięśnie brzucha (wszystkie, co oznacza, że także skośne i poprzeczny) są odpowiednio silne, są w stanie utrzymać ciężar nóg nad poziomem podłogi. I jeśli nie ma zaburzonych napięć w biodrach. Jeśli jednak brzuch jest za słaby, opuszczenie nóg powoduje, że jego mięśnie puszczają, odcinek lędźwiowy wygina się w łuk, miednica leci do przodopochylenia i tyle w temacie. Zamiast wzmacniać brzuch, nadmiernie napinają się mięśnie dolnych pleców przeciąża się odcinek lędźwiowy. A wszystko dlatego że dźwignia jaką dają proste nogi jest bardzo często o wiele zbyt duża w stosunku do siły brzucha.

6. opuszczanie nóg (o zgrozo prostych!) tuż nad podłogę

Cóż mogę napisać. Ćwiczenie swoją genialnością na równi z ćwiczeniem powyżej. O tyle gorsze, że wymaga utrzymania opuszczonych nóg nad podłogą i pracowania nimi. Czyli odcinek lędźwiowy pozostaje w obciążeniu przez stosunkowo długi okres czasu.

7. podpory

Podpory to kolejne ćwiczenie, gdzie każdy ma swoją własną wersję. Byle tylko być na dłoniach i stopach, a to że ciało ma kształt powyłamywanego kija, a nie prostej deski, to już sprawa mniejszej wagi. Problem z plankiem jest taki sam jak w przypadku pozostałych ćwiczeń, najczęściej przy źle ustawionej pozycji, obrywa mocno odcinek lędźwiowy. Obrywają też nadgarstki i łokcie (jeśli ciało zapadnie się w łopatkach), kolana (gdy wyjdzie w nich przeprost), odcinek szyjny (jeśli głowa będzie zwisać lub nadmiernie się zadzierać) i masa innych elementów ciała. Mówi się, że plank jest najlepszym ćwiczeniem ogólnie wzmacniającym ciało, w tym mocno pracującym na głębokich mięśniach brzucha. Owszem, ale tylko pod warunkiem, że jest faktycznie prawidłowo wykonywany!

8. mogłabym wymieniać bez końca więc na razie poprzestanę na tym 😉 Czasami naprawdę warto pomyśleć, przeanalizować, popatrzeć w biomechanikę, fizjologię i anatomię ludzkiego ciała, zamiast ślepo podążać za trendami. Czasami też nie warto jest robić ćwiczeń trudniejszych, bardziej zaawansowanych, wymagających większej siły, stabilizacji czy wytrzymałości, tylko po to, by pokazać innym, że można. Nie można jak się nie potrafi.