2017 rokiem czytania książek!

Ostatnimi laty często narzekałam, że nie mam kiedy czytać. Z reguły udawało mi się przeczytać jedną, góra dwie książki w okresie świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra. W tym roku postanowiłam sobie inaczej. W tym roku będę czytać! Swoją drogą, nakupowałam całą masę książek i aż mi było głupio przed samą sobą, że leżą i gromadzą kurz, a ja nic z tym nie robię. I tak oto się uparłam, zaparłam i czytać zaczęłam 🙂

Mamy marzec a ja już przerobiłam 6 lektur 😀

  1. „Potęga pewności siebie” Brain Tracy

IMG_4173.JPG

 

 

Tak jak jeszcze „Pocałuj tę żabę” było ciekawe, tak ta książka w wielu miejscach powtarzała się z Żabą. Końcówkę czytałam już z dużym przymusem, omijając niektóre zdania, gdyż po prostu mnie nudziła. Myślę, że raczej już nie sięgnę po żadną książkę Briana.

 

 

 

 

2.  „Bogaty ojciec, biedny ojciec”Robert Kiyosaki

IMG_4174.JPG

 

 

Pierwszy raz tę książkę czytałam 6 lat temu. Wiele z niej odpuściłam. Nie bardzo ją rozumiałam. Te wszystkie kwadranty przepływu pieniędzy, informacje o inwestowaniu. Teraz, książka dała mi naprawdę sporo i bardzo się cieszę, że zdecydowałam się ją przeczytać po raz drugi.

 

 

 

3. „Anatomy of breathing” Blandine Calais-Germain

IMG_4172.JPG

Na studiach najpierw robiłam badania o wpływie ćwiczeń oddechowych wg koncepcji Pilates na parametry spirometryczne dzieci z astmą oskrzelową. Nawet miałam z tego pisać pracę magisterską. Potem zmieniłam promotora i zafascynowałam się rehabilitacją u pacjentów po zabiegach resekcji przełyku. W każdym razie, po przeczytaniu tej książki, miałam olbrzymią chęć wrócić na studia i napisać pracę doktorską o rehabilitacji oddechowej. Dawno żadna książka anatomiczna, i to w języku angielskim, nie wywołała u mnie tylu pozytywnych emocji! Gdyby książki akademickie były pisane w ten sposób, na bank ludzie by się o wiele chętniej uczyli!

4. „Historia wewnętrzna. Jelita – najbardziej fascynujący organ naszego ciała” Giulia Enders

IMG_4175.JPG

 

Hit książkowy! No mega! O czym czytasz książkę? O jelitach! Moi znajomi patrzyli na mnie ze sporym zdziwieniem i zastanowieniem czy na pewno jestem normalna by czytać z taką fascynację książkę o budowie układu pokarmowego i kupie 😉 Uważam, że jest to rewelacyjna pozycja. Szczególnie dla osób, które interesują się dietetyką, zdrowym sposobem żywienia i generalnie zdrowiem.

 

 

 

5. „Food Pharmacy” Lina Nertby Aurell & Mia Clase

IMG_4177.JPG

 

No cóż, pięknie wydana, ze świetnymi zdjęciami. Ale po pozycji powyżej, ta książka nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia. Ma fajne przepisy, które wprowadziłam do swojego menu (rewelacyjna gryczana granola i shoty z kurkumą!!!) ale to tyle.

 

 

 

6. „Szkoła biznesu dla ludzi, którzy lubią pomagać innym” Robert Kiyosaki

IMG_4178.JPG

 

Przyznaję, że Robert pisze naprawę ciekawe książki. Można się wiele nauczyć. Ale jak jeszcze raz przeczytam o jego surferskich portfelach i byciu w Wietnamie, chyba się zastrzelę 😉

 

 

 

 

A to jeszcze piękna piramida książek, które grzecznie czekają w kolejce na swoją kolej

IMG_4176.JPG

Pokonać chorobę

W 2012 roku przeszłam 10 dniowy detoks. Nie, to nie była głodówka odchudzająca. Raczej oczyszczająca. I po tym mnie trochę olśniło, zrezygnowałam z brania leków. A brałam różne. Przede wszystkim odpuściłam tabletki antykoncepcyjne. A brałam je 10 lat! Przestałam brać leki przeciwbólowe, uspokajające, regulujące pracę jelit. Bla bla bla. Tak, to był bardzo duży krok w moim życiu. Szczególnie przez fakt, że moi rodzice są profesorami, obydwoje uczyli farmakologi. Zatem rezygnacja z farmakoterapii była dość drastycznym krokiem.

W każdym razie, od tego czasu zaczęłam stosować wszystkie możliwe naturalne metody leczenia. Soki z malin, czarnego bzu, aronii. Cytryna i miód. Herbata z lipy.

Odkąd młody podrósł, on ma raptem gluta, a ja jestem w stanie umierającym 😉 No bo ile można mieć katar lub ból głowy?

Obecnie młodzieniec ma podejrzenie zapalenia oskrzeli. W badaniu osłuchowym jest furczenie i rzężenie. Ja również nie czuję się najlepiej. Zatem poszły w ruch największe i najmocniejsze środki:

  1. przekleństwo mojego dzieciństwa, czyli tzw zajzajer. Tylko ulepszony. Czyli mieszanka soku z cytryny, czosnku, miodu. Wzbogacona o świeży imbir i kurkumę. Pyszność!
  2. sok z ananasa. Nie kupny, ale taki domowej roboty. Nawet nie przez wyciskarkę a w Thermomixie.
  3. sok z aceroli i jabłka, bez cukru oczywiście.
  4. askorbinian sodu – moja moc!

I zobaczymy co to wszystko przyniesie 😉

MOCY PRZYBYWAJ!

A jak tylko moc przybędzie, ostro biorę się do pisania! 😀