Movement Principles – pierwsze szkolenie Balanced Body za mną♥️

Pierwsze szkolenie z ramienia międzynarodowej szkoły Balanced Body za mną. A właściwie za nami😉 Oczywiście, że muszę wspomnieć tu o mojej szkoleniowej super ekipie, dzięki której to szkolenie prowadziło mi się naprawdę świetnie. Pomimo faktu, że było to szkolenie w większości teoretyczne, to nawet przez chwilę nie było nudno. W ruch ruszyły anatomiczne plakaty, modele i wiele innych gadżetów 😉. Jak wyglądało szkolenie i czy zrealizowałam swój zamysł? Już Wam mówię!

Zacznę od tego, że w 100% udało mi się zrealizować mój szkoleniowy plan! Jest to dla mnie zawsze ogromna radość. Planowanie, przygotowywanie wszystkiego, tak by było na jak najlepszym poziomie, zajmuje sporo czasu i też stresu. Mam małe studio, wszystkie maszyny musiałam poprzestawiać, wyniosłam fotele i ich miejsca zajęły pilatesowe krzesła i krzesło do rąk, a ped-o-pull stanowił podstawkę do kosza na śmieci 😛 Chwała Bogu, że tydzień wcześniej dojechały mięciutkie i cieplutkie dywany!

Na szczęście mojej szkoleniowej grupie wszystko wchodziło gładko. Choć, jak wiecie nauka anatomii, czy też przyswajanie wiedzy czysto teoretycznej, nie należy do super łatwych czy przyjemnych. Może się to wydawać nawet trochę nudnawe. Ja na przykład anatomię miałam przez 5 lat studiów i nigdy nie byłam w stanie wszystkiego zapamiętać 😉 Ale to wszystko kwestia podejścia oraz wiedzy samego szkoleniowca. Gdy wiedza jest usystematyzowana u osoby prowadzącej, mamy zdecydowanie większe opcje na przekazanie jej w sposób zrozumiały dla ucznia. W moim przypadku myślę, że plusem jest fakt, że jestem fizjoterapeutka, wiec anatomię, fizjologię czy biomechanikę znam bardzo dobrze. I uwielbiam o niej mówić w aspekcie treningów pilatesowych.

Jedną z moich pasji jest posiadanie wszystkiego co związane ze szkieletem kostnym czy układem mięśniowym. Nie przejdę obojętnie obok żadnego modelu anatomicznego. Z tej właśnie przyczyny zostałam okrzyknięta „Panią gadżet” 😀 Jak się okazuje, nigdy nie wiesz kiedy przydadzą Ci się takie z pozoru duperele. Jak się okazał, anatomiczne plakaty , szkieletowa Edwardina oraz anatomiczne modele, ułatwiły przyswajanie wiedzy. Przy okazji sprzyjały dynamice szkolenia. Po prostu nie było nudno, nie było suchej teorii. A chyba nie ma nic gorszego niż takie nudne definicje i regułki. Dla mnie wyznacznikiem nie jest wyryta na blachę teoria, a samodzielne myślenie.

Oprócz gadżetów pojawił się element rozrywki w postaci quizów. Nie byłabym sobą gdyby takowych nie było. Przecież to tez świetny sposób nauki. Nauka połączona z dobra zabawą to 100% skuteczności w zapamiętywaniu. Układałam taśmę elastyczną do ćwiczeń jako mięsień na szkieletorze i pytałam grupy co to jest i co robi 😛

Najbadziej cieszyła mnie jednak Wasza pozytywna reakcja na atmosferę. Domowo, luźno i miło. Tak właśnie chciałam aby było. Każdy musi się czuć swobodnie. Napięcia nie wpływają pozytywnie na procesy myślowe. Ale mając w studiu Gałgana czy Kostka nie da się mieć napiętej atmosfery 😉

Jeśli masz ochotę dużo się nauczyć, a jednocześnie spędzić świetnie czas, zapraszam Cię serdecznie na moje szkolenia.

Kolejna edycja Zasad Ruchu Balanced Body to 30.09-01.10.2023. I praktycznie nie ma już na nie miejsc 😛

Poznaj Movimento

Tydzień temu poznaliście moje dziewczyny. Dziś poznacie Movimento jako miejsce treningów pilates. Miejsce, które przez okres 3 lat trochę się pozmieniało. Miejsce, do którego przychodzicie chętnie nie tylko Wy, ale również my! Miejsce, które stworzone jest z głębi serca i takie właśnie pozostanie!

Jak dziś pamiętam dzień kiedy to domowe Movimento rozpoczęło swoją działalność. Od pierwszego dnia czułam się tu dobrze. Ja i Gałgan, który we własnym domu odżył i zaczął się cieszyć ze wszystkiego. Nic dziwnego, w końcu mieści się ono w parterze mojego domu. Ale czułam i słyszałam dokładnie te same pozytywne emocje od klientów. Domowo, przytulnie i tak właśnie być miało. Jestem tu sobą i to jest niesamowite.

Oczywiście porównując obecne wnętrza Movimento możemy powiedzieć, że to co było na początku zawiewało surowizną. Przez ten czas przybyło dużo zdjęć, ananasowych i jednorożcowych ozdób. No i duuużo, dużo sprzętu.

Tak, zdecydowanie sprzętu przybyło wiele, ale metraż się nie wydłużył, a szkoda 😛 to jednak nie powstrzymuje mnie przed kupowaniem sprzętowych nowości. Jak się domyślacie, wszystko się przydaje! Jednak sytuacja ta skłania mnie do pewnych przemyśleń. Być może powiększenia powierzchni studia. Wszystko się może zdarzyć! Na ten Movimento to dwie wyposażone na maxa sprzętem niewielkie sale oraz jeden recepcyjny przedsionek. I oczywiście łazienka.

Chciałbym Wam podać dokładną ilość sprzętu, ale w Movimento jest już go tyle, że ciężko mi się doliczyć 😂. Posiadam też parę perełek tj. Corealign, Clinical z wieżą czy nowoczesne krzesło do pracy rąk.

Dzięki takiej ilości sprzętu możemy do woli urozmaicać treningi!

W Movimento pojawiły się również nowe, ocieplające wnętrze dywany. Kolorystycznie idealnie wpasowujące się w przyjazne do ćwiczeń wnętrze. Nie zapominam oczywiście o roślinach, które są niezbędne. Zawsze brakowało mi tego. Ponieważ studio w domu łączy się z tym, że mogę robić w nim i dookoła niego co chce, to właśnie dlatego zawitała w nim mała dżungla. Również możliwość do eksperymentów skłoniła mnie do pokuszenia się o różowe rysunki jednorożców na ścianach 😉 u nowych klientów zawsze budzą uśmiech na twarzy.

Przychodzą mu czasem do głowy myśli, by stąd uciec. Oddalić pracę od domu. Otworzyć znacznie większe studio z większą ilością sprzętu. By poszerzyć działalność i mocniej się rozwinąć. Ale potem słyszę za drzwiami głos Kostka i witam Kornela, który opowiada mi o przygodach w przedszkolu. I wiem, że najbliższy czas jest dla mnie tutaj.

Porównując Movimento z listopada 2019 i ze stycznia 2023, uważasz, że Movimento przeszło glow up? Co tak naprawdę jest dla Ciebie najważniejsze w takim miejscu? Wystrój, sprzęt, kadra czy energia?

Jak poznałam nasz Movimentowy team

Tym wpisem chcę podkreślić fakt, że Movimento to nie tylko ja! Za tą nazwą stoją ludzie. Ambitni, wyjątkowi z sercem otwartym na swoją pracę. Choć wchodząc na moją stronę wciąż widnieje tylko ja. To już niedługo to się zmieni 🙂 a jaka była historia poznania każdej z dziewczyn i podjęcie współpracy? Już Wam opowiadam 😉

Od razu zaznaczę, że Movimento w każdej ze swoim form miało świetnych instruktorów! Z perspektywy czasu mogę powiedzieć z ręka na sercu, że po prostu miałam szczęście do ludzi. Wiele moich koleżanek po fachu nieustannie szuka dobrze wykwalifikowanych instruktorów i szczerze mówiąc jak widzę, jest krucho. Nie wiem czy to kwestia przyciągania czy po prostu szczęście, ale moje zaufanie do losu jest tak duże, że na mojej drodze zawsze stawały odpowiednie osoby w odpowiednim czasie.

Przedstawienie moich dziewczyn zacznę chronologicznie.

Pierwszą z mojego obecnego teamu poznałam Olę. To było jakieś 4 lata temu. Ola przychodziła do mnie wraz z Agatą (która również była częścią Movimentowego zespołu) na praktyki z Uniwersytetu Medycznego.

Przez kilka miesięcy spotkaliśmy się na moich treningach gdzie Ola uzupełniała swoją wiedzę. Od razu zauważyłam, że świetnie współpracuje jej się z klientkami w ciąży. Ola po prostu miała ten vibe. Zamykając moje duże Movimento pomyślałam, że do nowego mniejszego wezmę ze sobą dosłownie garstkę osób. Wśród nich była właśnie Ola. Na moja propozycję współpracy odpowiedziała pozytywnie. Od tamtej pory jest częścią Movimento 🙂

Jako druga pojawiła się Olga. To było wyjątkowe spotkanie, powiedziałabym, że emocjonalne. Olga Jest jest jedną z wielu osób, które opuściły swoją ojczyznę aby schronić się przed wojną. I tutaj muszę powiedzieć, że te media społecznościowe okazały się strzałem w 10. Bo to właśnie przez instagram rozpoczęła się nasza znajomość.

Olga napisała do mnie wiadomość. Zaczęłyśmy rozmawiać. Chciała rozpocząć pracę w moim studio. Pomyślałam, czemu nie? Po spotkaniu postanowiłam, że Olga nie tylko rozpocznie prace w Movimento, ale również zamieszka z nami. Tak też się stało. Być może okoliczności naszego poznania nie były owiane piękną aurą. Ale cieszę się, że trafiliśmy na siebie. Movimento zyskało wspaniałego nauczyciela a Olga zyskała może nie jakieś ultra spokojne, ale zawsze, miejsce, a którym może czuć się bezpiecznie 🙂

Świeżynką w naszym teamie jest Patrycja:)

Patrycja jest z nami najkrócej, ale wcale nie mniej intensywnie. Myślę, że zdecydowanie odnalazła się w Movimento. Patrycję poznałam przez jej mamę, z którą miałam treningi. Wiecie jak to jest podczas treningów. Jak się spotka matka z matką to zaczynaja rozprawiać o swoich dzieciach. Tak poznałam Patkę. Najpierw z opowiadań, potem na żywo. W pewnym momencie zaczęłam szukać osoby do Movimentowego tematu. Właśnie wtedy pomyślałam, czemu nie Patrycja? Akurat zbliżała się do końca swojej fizjoterapeutyczne edukacji, idealnie. Napisałam do niej i tak rozpoczęła się nasza współpraca 🙂

Jak widzicie większość sytuacji to był czysty przypadek, zbieg okoliczności. Niezwykle jak się okazuje udany. Movimento to my!

2022 żegnaj, 2023 masz być do cholibki lepszy!

Czy też tak masz, że modlisz się, aby ten rok się skończył i wierzysz, że następny będzie o niebo lepszy? Ja tak mam co roku i ciągle funkcjonuję w jakiejś sinusoidzie.

Na początek, zanim się rozkręcę, ten rok rozłożę na 3 składowe: rodzina, zdrowie i praca.

  1. Rodzina jest cudowna. Moje chłopaki są najkochańszymi potworkami jakie tylko mogłabym mieć. Kornel jest już tak duży, traci pierwsze mleczaki i wspaniale rysuje. Kostek mały rządzicie, ale jest tak mądry skubany, że coraz bardziej mnie szokuje. Z Jankiem, mym mężem, też jest fajnie. W końcu we wrześniu wzięliśmy ślub, ekstra impreza była i w ogóle ochy i achy. A potem dwa tygodnie podróży poślubnej na cieplutkich Wyspach Zielonego Przylądka ❤ I Olga. Jest z nami od Wielkanocy i zdecydowanie stała się już członkiem naszej rodziny. Nie wyobrażam sobie domu bez niej.
  1. Zdrowie… no tak, to ten niezbyt fajny element… Szczególnie druga połowa, a nawet ostatni trymestr. Moja mama miała wszczepienie rozrusznika serca, ja miałam usuwany wyrostek, moja mama operację zaćmy na jednym oku, Janek spore problemy zdrowotne związane z cukrzycą, mama operację zaćmy na drugim oku, ja przez 2 miesiące wymiotowałam, Kostek operację ściągnięcia jądra do moszny, a na sam koniec każde z nas się srogo przeziębiło. W tym samym czasie zmarła siostra mojej przyjaciółki, a 3 tygodnie później jej mama. What the hell?!
  1. Praca. I tu duży plus, ale też konsekwencje tego plusa. Po pierwsze, wyjechałam w lipcu na 2 tygodnie do Kalifornii, gdzie najpierw miałam lekcje prywatne z nauczycielami takimi jak Daniella Escobar, Ken Kretch, Sandy Shimonda czy Keion Moradi Means, a następnie spędziłam tydzień na szkoleniu na Master Instruktora Balanced Body. To była przygoda mojego życia, gdyż żadna, n nawet najbardziej szalona podróż po Europie, nie może się równać z tą w Stanach (choć, kto wie? :P) Wprowadziłam na rynek nowe szkolenia jak chociażby „Pilates w wadach postawy i schorzeniach kręgosłupa na dużym sprzęcie”. A tak podsumowując szkoleniowo cały 2022 rok, to:

Dużo też się zmieniło w samym Movimento. Agata wyjechała do Szwajcarii, na jej miejsce weszła szalona Patrycja. Przyjechała też z Ukrainy Olha, świetna nauczycielka po szkole Polestar. Powiem szczerze, że otacza mnie jakaś magiczna, jednorożcowa aura, że tak fajne dziewczyny pojawiają się na mojej drodze. Mam nadzieję, że to nigdy się nie zmieni ❤

W 2022 powstała też marka Mój Pilates. Dzięki pomocy jednej z moich najbliższych pracownic udało się stworzyć coś niesamowitego, a efekty wielu z Was może podziwiać w swoim domu 😉 Oto małe produkcje mojej osobnej marki:

Generalnie muszę przyznać, że 2022 był rokiem niezwykle burzliwym i bogatym w doświadczenia. Zakończył się pierwszym, i na bank nie ostatnim, firmowym wyjazdem integracyjnym do hotelu ze SPA. I co prawda zdrowie nie wszystkim z ekipy Movimento dopisało, jestem najszczęśliwsza na świecie, że mogę teraz dzielić sprawy pilatesowe między tak fajne dziewczyny. A 2023, no cóż, hello, witaj. Jak mawia Snoop Dogg w swojej piosence „There will be ups and downs, smiles and frowns, share with me fairy tales or make-believe”, wkraczamy hucznie, same najlepsze plany przede mną i mam nadzieję, że i przed Tobą ❤ 😀

Christmas is coming – czyli gonitwa…

To jest jeden z tych dni gdzie zwolniłam. Co prawda zmusiło mnie do tego przeziębienie, ale jakoś specjalnie nie opierałam się tej chwili wolnego. Co ciekawe, ta chwila wolnego pozwoliła mi spojrzeć na ten przedświąteczny czas z trochę innej perspektywy. Będąc w ciągłej gonitwie zapewne nie doszłabym do takich przemyśleń i wniosków. Jak się okazuje czasem warto zwolnić właśnie dlatego.

Obserwacja ludzi dookoła dała mi dzisiaj dużo do myślenia. Jak sami po sobie wiecie, wszyscy są w pędzie. Wręcz umęczeni. Gdzieś między planowaniem świateczynych potraw, kupowaniem prezentów a pracą. Tak sobie myślę, po co to wszystko. Okej, jeżeli ktoś lubi taka nutkę napięcia i stresu to czemu nie. Planowanie, prezenty wszystko spoko, ale byle nie dać się zwariować. Nic się nie stanie jeżeli nie zrobimy wszystkich 12 potraw. Jeżeli, kupimy symboliczne prezenty.

I teraz pytanie. Czy zastanawialiście się jak naprawdę chcielibyście spędzić święta?

Często ten cały przedświąteczny stres i bieganina spowodowany jest oczekiwaniami i tradycją. Genralnie tym co sobie narzucamy. Bo tak wypada czy tak trzeba. Bo tak zawsze było. Idziemy utartymi schematami nie zastanawiając się nawet czego chcemy.

A ja myślę, że powinniśmy postawić na swój komfort psychiczny i na swoje własne oczekiwania. Nie ma nic złego w spędzeniu świąt w sposób niestandardowy. Czy chociażby z daleka od rodziny. Nie każdy pragnie spędzić czas w taki sposób. I to jest okej.

Inni natomiast w tym ja. Po prostu lubią celebrować tradycję. Zasiadać do stołu z całą rodziną. Gotować świąteczne potrawy czy czekać na przyjście Mikołaja.

Każda z perspektyw jest dobra i każda ma swoje plusy i minusy. Najważniejsze jest to by być w miejscu, w którym my będziemy czuć się dobrze. Będziemy czuć szczęście i spokój. Bo przede wszystkim te emocje powinny nam towarzyszyć w te świąteczne dni.

Era onlineów na całego – czyli plusy obecnych czasów

Jeszcze kilka lat temu nikt by nie pomyślał, że era online sprawdzi się również w świecie nauki. Kupowanie rzeczy, oglądanie filmów było na porządku dziennym, ale uczenie się? A już w szczególności odbywanie kursów czy lekcji tych związanych ze sportem czy fizjoterapią było tematem przegłosowanym na nie. Nasze podejście się jednak znacznie zmieniło, czy dobrze? No jasne!

Zabrzmi to może dziwnie, ale zanim to w Polsce było modne, ja już tego doświadczałam. Lekcje czy warsztaty online z nauczycielami z różnych krajów to była dla mnie rzecz normalna. Może wciąż mało spotykana, ale jednak już obecna. Chcąc uczyć się od innych, lepszych czy tych najlepszych musimy wychodzić poza pewne schematy. Nie zawsze była taka możliwość by przedostać się do jakiegoś kraju, czy to przez finanse czy inne czynniki ludzkie. Życie w świecie marzeń, że „może kiedyś” jest nie dla mnie. Dlatego szukałam innych możliwości, dzięki którym będę mogła uczyć się od tych, którzy mnie inspirują. Na szczęście poza naszym krajem była to dość popularna metoda nauczania. Dzięki temu realizowałam się bez największych problemów. W ten sposób miałam lekcje prywatne z Lesley Logan, Julie Driver czy ten warsztaty z Tomem Waldronem. Ale to wciąż było mało. Powiedzmy sobie szczerze, że raczej nikt przy zdrowych zmysłach, nie pojedzie na jeden dzień do Stanów na kilkugodzinne warsztaty…

U nas rozkwit ery online nastąpił wraz z pandemią. Pod tym względem wyszło nam to na dobre. Więcej osób odważyło się postawić pierwsze kroki w nauczaniu zdalnym, które wcale nie musi być gorsze od tego stacjonarnego. Dobry nauczyciel potrafi przekazać wiedzę zarówno przez online jak i stacjonarnie. I myślę, że tego powinnismy się trzymać.

Oczywiście możemy się kłócić o doświadczenia empiryczne odczuwalne jedynie w przypadku pracy face to face. Ale nie oszukujmy się. Najbadziej zależy nam na rzetelnie przekazanej wiedzy. Czy będzie przekazana twarzą w twarz czy też przez ekran monitora, to już mało istotne. Nie chce tez wyjść na osobę, która popiera jedynie onliney. Warsztaty i lekcje stacjonarne maja swój urok. Ta energia, te dodatkowe rozmowy wywołane chwilą… Wciąż uważam, że pierwotna forma prowadzenia jest świetna, ale nie jedyna i być może nie najlepsza.

Świat się otworzył, co widać po zainteresowaniu moimi lekcjami online dla nauczycieli. Nie spodziewałam się aż takiego oblężenia, ale byłam pewna, że jesteście już na to gotowi i wiecie, że taka forma się sprawdza.

Plusów jest wiele, przede wszystkim ten najważniejszy, czyli finansowy. Lekcje czy warsztaty online często są dużo tańsze od tych stacjonarnych. Również tańsze pod kątem ogólnej logistyki. Nie trzeba jechać, płacić za bilet czy paliwo. Płacić za nocleg. Za dodatkowe jedzenie. Jest się we własnym domu/studiu, co niesamowicie oszczędza czas. Kolejnym plusem jest fakt, że często otrzymujemy nagranie, do którego w każdym momencie możemy powrócić. Możemy też taką lekcję czy warsztat przeprowadzić w czasie najlepszym dla nas.

Tym wpisem chcę Was zachęcić do onlineowej edukacji, gdyż warto. Sama z niej chętnie korzystam, ze szkoleń, warsztatów czy treningów online. Mega ułatwiło mi to życie, zarówno zawodowe, jak i rodzinne.

A jeżeli chcecie dołączyć moich piątkowych lekcji dla trenerów to serdecznie Was zapraszam! Będzie dużo wiedzy, czyli tak jak Wy i ja lubicie najbardziej. 🙂

Czy znajdziesz coś dla siebie? Czyli książkowa wyprzedaż

Powiem Wam, że to był najlepszy pomysł aby wyprzedać cześć mojej książkowej kolekcji. Nie tylko ja jestem zadowolona z faktu, że zwolniło mi się miejsce na kolejne, nowe książkowe pozycje. Ale również Wy z tego korzystacie, kupując książki w fajnych cenach. Wszyscy jesteśmy zadowoleni a przecież o to chodzi! Spora część już się wyprzedała, ale jeszcze coś pozostało. Może to właśnie Ty pozycji książkowych potrzebujesz

1. Thread of Pilates – 1300 zł

2. Voices of classical Pilates – 110 zł

3. Fix Your Feet Using The Pilates Method – 140 zł

4. Anatomia na żywym człowieku – 35 zł

5. Powięź. Sport i aktywność ruchowa – 90 zł

6. Metodyka i technika ćwiczeń leczniczych w kinezyterapii – 18 zł

7. Nowoczesny Trening Funkcjonalny – 40 zł

8. Bądź Sprawny jak lampart – 60 zł

9. Neurodynamika kliniczna – 70 zł

10. Discovering Joe Pilates – 100 zł

11. Osteo Pilates – 90 zł

12. The Pilates Pregnancy – 90 zł

13. The Ballecore

14. Pilates 45 zł

15. Pilates training in woman – 185 zł

16. Ciało konstrukcja doskonałą- 25 zł

17. Atlas mięśni i ich działanie

18. Trigger Point Therapy with the Foam Roller

19. Atlas treningu siłowego

20. Gimnastyka i taniec

21. Caged Lion

22. Płyty CD Romana on Pilates – 1100 zł (istna perełka✨)

23. Dysfunkcje odcinka lędźwiowo-krzyżowego

Jeżeli spodobała Ci się jakaś książka, koniecznie do naszej Patki Patrycja.pilates@gmail.com

A ja już zaczynam zamawiać nowe książki, bo przecież jakoś trzeba wypełnić luki😉

Szkolenia – spinać się czy nie spinać? Czyli czy atmosfera ma wpływ na jakość szkolenia?

Temat idealny i świeży. Bo jestem właśnie po weekendowym szkoleniu a zarazem w trakcie szkoleniowego maratonu. Myślę, że mogę powiedzieć o sobie „szkoleniowa weteranka”. Nie tylko od strony nauczyciela ale i ucznia. Szkolenia to przede wszystkim wiedza. Wiedza, która przekazana w najlepszej dla nas formie pozostaje z nami trwale i na długo. No dobrze, ale jaka właściwie jest ta najlepsza forma przekazywania wiedzy? No i tutaj przechodzimy do tematu nie rzadko komentowanego, ale tylko w dyskretnym gronie.

Zamknięci w pewnych schematach niejako narzucamy sobie formy prowadzenia szkoleń czy zajęć. Wydawać by się mogło, że właściwym wyborem szkoleniowego autorytetu będzie osoba, która jawi nam się na niezwykle dostojną i opanowaną (żeby nie było, że coś do takich osób mam! Bo to są już kwestie indywidualne ;)). Chodzi mi bardziej o to, że narzucenie sobie jakiegoś schematu nie pasującego do naszej osobowości i stylu bycia, może być negatywne w skutkach. Będziesz po prostu mało wiarygodny.

Czy mój styl prowadzenia szkoleń jest bez spiny? Zdecydowanie tak. Bo w takiej formie czuję się najlepiej. W taki sposób najlepiej i najłatwiej przekazuje mi się wiedzę. W taki sposób mam też wrażenie, że ona najlepiej do Was dociera. Nie bez powodu mówi się, że najważniejsze to zaciekawić swoich odbiorców. Zaciekawiony słuchacz, to uważny słuchacz.

Jakie kwestie są dla mnie najważniejsze w szkoleniach bez spiny:

1. Wspólna energia między uczniem a nauczycielem, bo jak nie ma energii, choćby nie wiem jak kurs byłby ciekawy, będę się tam męczyć i pewno nic z niego nie wyniosę. To bardzo ważna kwestia, na którą nie wszyscy zwracają uwagę przy wyborze danego nauczyciela. Oczywiście takie kwestie często wychodzą w praniu. Ale to już po jednym szkoleniu z daną osobą jesteśmy w stanie stwierdzić, czy chcielibyśmy tu wrócić ponownie czy też może poszukać innego, lepszego dla siebie miejsca.

2. Ciekawe informacje, dygresje, życiowe przypadki, dzięki którym lepiej można skojarzyć fakty i zapamiętać daną informację. Suche informacje są nudne i nie do zapamiętania. Gdy jest różnorodnie, jest ciekawie.

3. Interakcja z uczniem – nauczanie rodem czytanie książki nie zostawia wiedzy w głowie. Poza tym jest to po prostu nudne. Szybko tu o utratę uwagi i nagle wszystko przestaje wchodzić do głowy. Zaczynamy myśleć o jedzeniu, które przygotujemy na obiad lub zakupy jakie powinniśmy zrobić, a nie o tym co w tej chwili najważniejsze.

4. Odpowiadanie na pytania – bez zdawkowych ‚nie ma to znaczenia’, ‚lata praktyki’ itd. Pytania to nic złego i warto to zapamiętać! Tak jak, nie ma głupich pytań. Po to jest szkolenie, aby nie tylko wynieść jak najwiecej wiedzy, ale i rozwiać wszelakie wątpliwości.

5. Atmosfera na szkoleniu – to ważne, aby czuć się na szkoleniu komfortowo. Mózg musi wiedzieć, że to przyjemność, a nie niemiły obowiązek.

6. Brak stresu – w stresujących warunkach zamykamy się na przyjmowanie wiedzy, odpytywanie czy strofowanie uczniów nic nie daje oprócz niepotrzebnego stresu czy skrętu kiszek. Takie dodatkowe stresogenne bodźce to żadne pozytywy. Zrelaksowany i spokojny mózg przyswaja wiedzę zdecydowanie lepiej.

Sama doświadczyłam przeróżnych form nauczania. I zdecydowanie preferuję tę bez spiny, bez suchej książkowej wiedzy, bez przepytywanek i dodatkowego stresu 🙂

Postaw na Balanced Body

Rok 2023 szykuje nowe, szkoleniowe atrakcje na najwyższym poziomie. Szkolenia Balanced Body to nowa jakość, masa wiedzy i co najważniejsze, certyfikat międzynarodowy. Jeżeli pragniesz zostać instruktorem pilatesowej maty czy reformera, chcesz zacząć swą pilatesową przygodę lub założyć własne studio pilates, to zdecydowanie polecam szkolenia Balanced Body. Dlaczego?

Szkoła Balanced Body to edukacja na najwyższym poziomie! Programy szkoleniowe oparte na wiedzy i doświadczeniu najlepszych nauczycieli. Wiedza, którą powinien posiadać każdy nauczyciel pilates. Właścicielem firmy Balanced Body, która produkuje sprzęt pilates na cały świat, jest Ken Edelman. Człowiek, który dzięki Johnowi Steelowi założył fabrykę reformerów, by kontynuować ideę dziadka Pilatesa. Edukacją zajęła się Nora St. John.

Rozpoczynanie pilatesowej ścieżki nie jest łatwe. Największym problemem, przed którym stają przyszli instruktorzy, jest wybór szkoły. Jedne są bliżej, inne dalej. Jedne trwają jeden weekend, inne 10. Jedne kosztują 500zł za weekend, inne 2 tysiące. Na co zwrócić uwagę?

  • opinie o szkole
  • opinie o nauczycielu
  • kim się stajemy po ukończeniu szkolenia
  • ilość godzin nauki
  • ilość godzin obserwacji
  • ilość godzin praktyki własnej
  • ilość godzin prowadzenia zajęć

Uważam, że jedną z najważniejszych kwestii podczas kształcenia się na nauczyciela pilates jest nauka pracy z klientem. O co mi chodzi? Szkolenia to często przekazanie wiedzy w danym temacie zakończone egzaminem. Wiedza jest ważna, ale bez umiejętności jej wykorzystania, na nic nam się przyda.

Szkolenia Balanced Body nie tylko dadzą Ci wiedzę w danym zakresie, ale również nauczą jak ją wykorzystywać w pracy z klientem.

Jak widzicie ilość godzin lekcji indywidualnych oraz obserwacji jest całkiem spora. To wszystko ma na celu wykształtowanie w przyszłym trenerze dobrych nawyków. Obserwacja innych nauczycieli podczas pracy uczy jak budować lekcję. Jak ją prowadzić oraz jak komunikować się z klientem. Komunikacja z klientem jest kluczową kwestią, która pozwoli na lepsze zrozumienie pomiędzy klientem a nauczycielem. W takiej komunikacji ważna jest również kwestia umiejętności jak najlepszego przekazania klientowi danego ćwiczenia. Jak już wiemy, wykonywanie ćwiczenia poprawnie jest priorytetem. Takie obserwacje doświadczonych nauczycieli dają rownież możliwość zrozumienia na co zwrócić szczególną uwagę podczas lekcji oraz w jaki sposób poprawić klienta.

Godziny treningów własnych są równie ważne co obserwacja nauczycieli. Każdy nauczyciel powinen doświadczyć ćwiczeń na sobie samym, by jak najlepiej zrozumieć i poczuć ruch. By po swoich własnych odczuciach i doświadczeniu na swoim ciele potrafić jak najlepiej wytłumaczyć dane ćwiczenie. Jak bowiem można wytłumaczyć ćwiczenie jeśli nie mamy najmniejszego pojęcia co w jego trakcie dzieje się w ciele?

Płacisz za jakość

Mogłoby się wydawać, że szkolenia Balanced Body są zwyczajnie drogie. Po dłuższym zastanowieniu i przeanalizowaniu każdego ze szkoleń, zaczynamy rozumieć dlaczego cena jest taka, a nie inna.

Co składa się na taką cenę?

  • po ukończeniu kursów otrzymujesz certyfikat międzynarodowy, który otwiera przed Tobą drzwi na świat
  • Balanced Body to szkoła od lat prosperująca na rynku, która wyszkoliła dziesiątki tysięcy instruktorów na świecie. Sprawdzona jakość sama w sobie.
  • sprawdzone, przygotowane przez świetnych nauczycieli, programy szkoleniowe
  • 150 godzin nauczania przy kursie Comprehensive
  • 85 godzin treningów personalnych z Master Instructorem
  • 65 godzin obserwacji
  • 220 godzin własnego nauczania

Szkolenia Balanced Body w 2023 roku prowadzone przeze mnie odbędą się w terminach:

Podstawowe zasady ruchu (21-22.01.2023) Koszt: 2400 zł

MATA 1  (25-26.02.2023) Koszt: 2450 zł

MATA 2 (22-23.04.2023) Koszt: 2450 zł 

MATA 3 (17-18.06.2023) Koszt: 2450 zł 

Jednorazowa opłata za 3 moduły szkolenia MATA – 7000 zł

REFORMER 1 (11-12.03.2023) Koszt: 2750 zł

REFORMER 2 (20-21.05.2023) Koszt: 2750 zł

REFORMER 3 (17-18.06.2023) Koszt: 2750

Jednorazowa opłata za 3 moduły szkolenia REFORMER – 7800 zł

Odd Socks Day – Czyli dzień dziwnej skarpetki

Dziś nie bez powodu wybrałam ten temat na posta. Wbrew pozorom skarpetki i pilates mają ze sobą dużo wspólnego. Na tyle dużo, że jak już dobrze wiecie, jakiś czas temu pokusiłam się o swoje własne pilatesowe modele skarpet. Poza tym skarpet nigdy za wiele, szczególnie, gdy w większości nosi się dresowe ciuchy. Jeszcze ciekawszą kwestią jest fakt, że do produkcji pilatesowych skarpet zainspirowali mnie moi klienci.

Tak właśnie było! A że pilates ćwiczy się w skarpetkach, to przez moje studio przewinęło się wiele bardzo interesujących egzemplarzy 😀 od futrzastych, przez antypoślizgowe, po totalnie fikuśne.

Jakie skarpetki najczęściej noszą klienci Movimento?

Oprócz moich, najczęstsze motywy to te związane z naturą czy z jedzenie, a nawet takie sugerujące zawód klienta. Skarpetki w jajecznicę czy świnki to norma 😀

W głowie utkwiła mi jedna ze skarpetkowych przygód. Kiedy to całkiem niepozorne różowo niebieskie skarpetki jednej z moich klientek odkryły ciekawy napis. Napis był na podeszwie skarpetki co widoczne było dopiero w momencie przyjęcia pozycji eksponującej podeszwę stopy. Tego się nie spodziewałam. Napis „Rich Bitch” spowodował, że straciłam na chwilę koncentrację i oczywiście zaśmiałam się. Wiecie, to nie była taka typowa sytuacja. Klientka ta miała już swoje lata, więc napis zaszokował 😀 Zdecydowanie klienci potrafią poprawić człowiekowi nastrój, chociażby skarpetkami.

Jakie są moje ulubione motywy skarpetkowe?

Na bank zgadniecie 😀

Kto by pomyślał, że to będą jednorożce 😀 Jak widzicie jednorożcowe skarpetki towarzyszą mi w najróżniejszych momentach życia. Były ze mną nawet w szpitalu. I nie jednej osobie wpadły w oko. Co pokazuje, że nawet w takim miejscu fajna skarpeta może wywołać uśmiech na twarzy. Oczywiście oprócz tych jednorożcowych są też te z ananasami i po prostu wszystkim co tylko się da. W zasadzie im dziwniejsze tym lepsze :p

Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Konstanty również nosi fikuśne skarpeciochy. Takie rzeczy trzeba zaszczepiać od maleńkości 😛

No i oczywiście moje autorskie skarpety, które powstały z myślą o wszystkich skarpetowych freakach. Oczywiście, że przemyciłam na nich pilatesowy motyw 😉 Bo właśnie takich skarpet brakowało w mojej kolekcji, a wierzcie mam ich bardzo dużo. Czy planuję nowe fasony? Jest taka szansa 😀 Mam nadzieję, że każdy pilatesowy fan niebawem będzie miał moje skarpety 🙂

A jakie skarpetki noszą Twoi klienci? Masz zdjęcie, wstaw je w komentarzu 🙂