Californian pilates journey

Ponad rok zastanawiania się, ponad pół roku oczekiwania, aż wreszcie, gdy moja stopa przeszła przez próg samolotu do Los Angeles, wiedziałam, że wielka przygoda się zaczęła.

To był zdecydowanie wyjazd pilatesowy. Te 14 dni spędzone w Kalifornii poświęcone były przede wszystkim na eksplorację nowych aspektów pilatesu. Na poznanie światowej sławy nauczycieli, zarówno pilatesu nowoczesnego, jak i klasycznego. Na zrozumienie zasad działania klasycznego sprzętu i porównanie go do sprzętu nowoczesnego. Na zobaczenie miejsca i sposobu produkcji tego właśnie sprzętu. I co najważniejsze, na nauczenie się jak uczyć innych uczenia. A dodatkowe aspekty i przemyślenia wyszły w praniu 😉

Na pierwszy ogień poszło Los Angeles. Miasto Aniołów. Nie wiem do końca, czy chcę się dzielić swoimi odczuciami co do tego miasta. Nie mogę też być w pełni obiektywna, gdyż przemieszczałam się tylko po jego zachodniej części. Jednak to co napisać mogę, to że mnie zawiodło i oczekiwania wobec niego miałam o wiele większe. Pomijam fakt, że liczyłam na spotkanie chociażby Ryana Goslinga, a tu dupa blada, celebryty żadnego przez 5 dni! Liczyłam na blichtr, blask, cekiny i szampany. Nic takiego nie miało miejsca. Zamiast tego pojawili się bezdomni, narkomani czy typy spod ciemnej gwiazdy. Ale… nie o tym miałam pisać. LA to czas treningów personalnych, głównie u klasycznych nauczycieli, w końcu tym miastem pilatesowo rządzi Jay Grimes. Tu może nastąpić giełdzie zdziwienie i wybałuszenie oczu pod tytułem „ale jak to Magda idzie na klasyczny?????”. Ano tak to. W każdym nauczycielu, nie ważne, czy z większym czy z mniejszym stażem ode mnie, szukam jednego. Czy myśli. Czy wie po co coś robi. Czy rozumie co to ćwiczenie daje i co da osobie, z którą ćwiczy. I tle. Niby nic, ale jednak aż tak dużo. Zawsze także będę powtarzać, że wciąż szukam. Lepszych wskazówek, lepszego zrozumienia ciała, lepszego ruchu. I nie ma dla mnie znaczenia czy nauczyciel jest klasyczny czy nowoczesny, jeśli tylko potrafi odpowiedzieć na powyższe pytania i dać mi coś nowego, będę go wielbić. Ale żeby to wiedzieć, trzeba szukać. I tak też szukałam w LA.

Kogo tam poznałam?

  1. Sandy Shimonda z Vintage Pilates https://www.vintagepilates.com

2. Daniela Escobar z Westwood Pilates https://westwoodpilates.com/home

3. Ken Krech https://www.kenkrechpilates.com

4. Keion Moradi Means i Nicole Briggs ze Strong Body Pilates https://strongbodypilates.com

Treningi z nimi pokazały mi zupełnie inne podejście do pilatesu. Poniekąd wymusiły na mnie mocniejszą pracę, udowadniając mi, że moje ciało wcale nie jest tak słabe jak myślałam 😉 Zyskałam kilka ciekawych wskazówek i podpowiedzi jak pracować jeszcze lepiej oraz doświadczyłam zupełnie innej odsłony ćwiczenia Elephant na reformerze 😀 W tym ostatnim studio miałam również okazję obserwować trening uczestniczek tzw. Mini Camp z nikim innym jak samym Jayem Grimesem. Jednak tu stwierdzam, że jednak nie do końca jest to mój świat. Energetycznie Jay zupełnie mi nie pasuje, jesteśmy na dwóch różnych biegunach. I stwierdzam także, że klasyka jest spoko, pod warunkiem, że ktoś jest silny i sprawny. W innym wypadku nie do końca sobie to wyobrażam.

Poniedziałek był najcięższym dniem. O 9:00 miałam trening z Danielą, o 11:00 z Kenem, a na 17:00 byłam umówiona na lekcję Hot Pilates. Skąd się wziął pomysł na to? Dzięki wujkowi Google i informacji, że jest to obecnie najbardziej trendy i fancy miejsce na mapie LA, a na zajęcia gorącego pilatesu chodzą same Kardashianki! Jak można się domyśleć, nikogo sławnego tam nie było, a zajęcia, no cóż, z pilatesem miały bardzo niewiele wspólnego. Ale było to przezabawne doświadczenie, szczególnie w Kalifornii, gdzie temperatura na zewnątrz sięgała 37 stopni Celsjusza 😛 

Dzień przed wyjazdem z Los Angeles przypadł na wycieczkę wzdłuż wybrzeża Pacyfiku, przez Malibu, aż do Santa Barbara, gdzie czekał mnie trening z Amy Havens. Wreszcie czas na nowoczesny pilates! Amy zrobiła trening z krzesłem, dobierając ćwiczenia pod moje potrzeby. I nie było to ćwiczenie za ćwiczenie, ciurkiem, tylko z momentami zastanowienia czy dane sprężyny będą dobre lub czy to ćwiczenie będzie miało sens 😉 Jupi, witaj w domu! Niesamowicie pozytywna Amy z jej wspaniałą energią zrobiła niespodziankę organizując spotkanie z samym Johnem Howardem Steelem, czyli autorem sławnej książki „Caged Lion” 😀 Razem z Anią, moją partner in crime, stwierdziłyśmy, że to był najlepszy dzień naszego dotychczasowego pobytu w Kalifornii.

Los Angeles opuściłam z wielkim wzdychnięciem, poleciałam na jedną noc do San Francisco, a następnie, zmierzyć się z Sacramento. A to przyznam, było nie lada wyzwanie. Na wejściu powitał mnie test na COVID i cały dzień w maseczce. 24 nauczyciele z różnych zakątków świata przez 8 dni, od 9 do 18, chłonęli wiedzę od jednej z najlepszych, twórczyni programu edukacyjnego Balanced Body, czyli Nory St. John. Uczyliśmy się jak uczyć, wymienialiśmy doświadczeniami, przypominaliśmy sobie wszystkie ćwiczenia z maty i reformera zgodnie z założeniami szkoły Balanced Body. Energia, pasja, wiedza tryskała z każdego kąta. W tym wszystkim cały czas byliśmy obserwowani bacznym okiem Nory. Oceniała nie tylko wiedzę, ale co najważniejsze, sposób jej przekazywania, mowę ciała i kontakt z drugą osobą. Nie było to łatwe. Z jednej strony obdarzaliśmy się olbrzymim wsparciem, jednak z drugiej, każdy każdego w pewien sposób oceniał. Korea Południowa, Singapur, Japonia, Chiny, Hiszpania, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Hawaje, Portugalia oraz Polska. Tak silnej nauczycielskiej grupy jeszcze nigdy nie spotkałam. To było 8 niezwykle intensywnych psychicznie i fizycznie dni. Mind fuck po całości. Po zakończeniu szkolenia czułam, że mój mózg został wywinięty na drugą stronę, dosłownie i w przenośni. 

Pod koniec lat 80 i w latach 90 moi rodzice intensywnie rozwijali się w nauce. Jeździli po całym świecie na sympozja, kongresy, konferencje i zjazdy naukowe. Będąc polakiem, na tamten czas, nie było to wcale takie proste i muszę przyznać, że złapali wtedy szczęście za nogi. Z tych wszystkich wojaży zostały im znajomości, które trwają aż do dzisiaj. Maile, wspólne zaproszenia, odwiedzanie się, wymiana zdjęciami. Po 30 latach wciąż są kontynuowane. Mam nadzieję, że za 30 lat od teraz też będę mogła się cieszyć z moich międzynarodowych znajomości, jakie nabyłam w Sacramento 😀 

Opublikowane przez magdapilates

instruktor i trener personalny Pilates, miłośniczka ćwiczeń Pilates i zdrowego aktywnego trybu życia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: