Takie właśnie zabawne hasła można znaleźć w internetach. Chwała za internety, przynajmniej mam o czym pisać 😛
Zacznę więc od najprostszej rzeczy, czyli fizjologii, wciąż pomijanej na kursach pilates i wciąż nie znanej wielu nauczycielom. A anatomia i fizjologia, wraz z biomechaniką, to najważniejsze tematy jakie trzeba ogarnąć, by stać się naprawdę dobrym przewodnikiem ruchu.
Nas, pilatesowców, będą przede wszystkim interesowały mięśnie głębokie.
Mięśnie globalne
Jak sama nazwa wskazuje, zajmują dużo powierzchni. Są położone zewnętrznie, często bardzo widoczne, zajmują się dużymi ruchami, które bez problemu jesteśmy w stanie kontrolować. Zbudowane są przede wszystkim z włókien mięśniowych szybkokurczliwych. Oznacza to, że szybko reagują, szybko się kurczą, generują siłę. Minusem takiego działania jest ich szybkie męczenie się. Są mięśniami fazowymi, czyli działającymi na zasadzie włącz/wyłącz. Są idealne do treningu siłowego, gdyż w łatwy sposób można je aktywować. Lubią opór, by je lepiej rozwijać pod kątem siłowym opór musi z treningu na trening rosnąć. Można je również rzeźbić, wystarczy zmienić zasady treningu. Patrząc na kulturystę, wszystko to co prezentuje, to właśnie mięśnie globalne.
Mięśnie lokalne
Drugi rodzaj mięśni skrywa się w ciele. Pod mięśniami globalnymi. Mięśnie lokalne są inaczej zwane posturalnymi, gdyż to one odpowiadają przede wszystkim za ustawienie elementów ciała.
Mięśnie głębokie:
Mięśnie lokalne zbudowane są głównie z włókien mięśniowych wolnokurczliwych. Zatem w przeciwieństwie do włókien szybkokurczliwych, trzymają napięcie o niewielkiej sile, za to bardzo długo. Wyobraź sobie zatem, że te szybkie włókna to tacy sprinterzy, a te wolno kurczące się to maratończycy.
Podsumowując – włókna wolnokurczliwe, z których przede wszystkim zbudowane są mięśnie głębokie, wytwarzają mniej siły i są znacznie wolniejsze w osiąganiu maksymalnego napięcia, lecz są zdolne utrzymać długotrwające napięcia, które są kluczowe dla stabilizacji i kontroli postawy ciała.
Na jaki bodziec reagują włókna wolnokurczliwe?
mały opór
długotrwający wysiłek
niska intensywność bodźca
propriocepcja
Przykłady mięśni głębokich:
poprzeczny brzucha
rotatory, międzykolcowe, wielodzielny
dźwigacz żeber
gruszkowaty
zasłaniacz wewnętrzny i zewnętrzny
podobojczykowy
Żeby to wszystko ładnie podsumować i zebrać w jedną całość:
Specyfikacja treningu siłowego
Na masę mięśniową -> praca z obciążeniem wynoszącym 60-75% Siły Maksymalnego Skurczu. 8-12 powtórzeń w serii.
Na wytrzymałość – praca z obciążeniem wynoszącym 40-60% Siły Maksymalnego Skurczu 12-20 powtórzeń w serii.
Czy którakolwiek z wyżej przedstawionych form treningu w jakikolwiek sposób przypomina Ci pracę na zajęciach pilates?
Jak się okazuje, jednorożce też płaczą. Co prawda z radości i ogromu pozytywnych emocji, których po szkoleniu Trapeze Table nie było końca. Tak wiele osób przywykło do kolorowej, wiecznie uśmiechniętej Magdy, że kompletnie nikt nie był przygotowany na moje emocje i łzy. Nikt, nawet ja sama. Nigdy nie nagrywałam się w takim wydaniu, nigdy nie pokazałam na SM tyle emocji. Ale to był ten moment kiedy poczułam, że mam na to przestrzeń.
Dotarło do mnie jaką drogę ja sama przeszłam, aby być tu gdzie jestem. By móc Was uczyć. Już wielokrotnie podkreślałam, że bycie nauczycielem to ogromna odpowiedzialność. Ja naprawdę to czuję. Dlatego właśnie od czasów studiów skrupulatnie dążyłam do miejsca, w którym jestem obecnie. Studia to była kropla w morzu potrzeb. Całe mnóstwo kursów u świetnych nauczycieli, wyjazdów, warsztatów, tona przeczytanych książek, godzin praktyki, to Wam nawet nie policzę. Praca z klientem, który jest równie świetnym nauczycielem, jest dla mnie kluczowa. Jego historie zdrowotne, problemy, z jakimi się boryka, to dla mnie najważniejsze nauki. Ważniejsze niż sucho wykute regułki. Na podstawie moich wieloletnich praktyk z klientami oraz przypadkach, które są czasem z kosmosu, mogę opowiadać przeróżne anegdoty przy okazji omawiania danego przypadku. Właśnie takie anegdoty pokazują różne metody ćwiczeniowe, które faktycznie się przydają. Nie uczą o tym w żadnych książkach. To wiedza oparta na doświadczeniu nauczyciela. To też dlatego warto wnikliwie badać historię dydaktyczną nauczyciela, do którego udajemy się na szkolenia.
Żeby było ciekawiej powiem Wam fun fact. Mój tata był przeciwny temu abym była szkoleniowcem. Jako profesor starej daty uważał, że nie jest dobrym pomysłem szkolić konkurencję i szkodzić samej sobie 🤣 Faktycznie brzmi to specyficznie. W jego oczach mogło to wyglądać jak strzał w kolano. Ale dla mnie to było jak next level. Nigdy nie utożsamiałam nauczania innych z budowaniem sobie konkurencji. Każdy z nas jest wyjątkowy i unikatowy. Nikt nie ma konkurencji. Wolę patrzeć na świetnych trenerów, którzy wyszli spod moich skrzydeł niż na ludzi, którzy błądzą i szukają złotego środka. Edukowanie innych daje mi max satysfakcji i pozwala być coraz lepszym. Absolutnie w takich kwestiach nie ma konkurencji.
Dzielenie się całą swoją wiedzą to też wyzwanie. Wymaga ogromnych pokładów energii. To, że ja wiem, że coś umiem i jakąś wiedzę posiadam, to jest jedna strona medalu. Ale to czy potrafię ją przekazywać innym, to jest kluczowa sprawa. To też lata praktyki. Tzw stand upu przed lustrem 🤣 . Praca nauczyciela jest mocno niedoceniana w naszym kraju. Nie chodzi tu tylko o mnie, ale o wielu nauczycieli, którzy mają ogromną wiedzę i świadomość. A jednak czasem to wszystko idzie mocno pod górkę.
Te momenty wynagradzają wszystko. Słowa uznania dla szkoleń. Dla Ciebie jako osoby. Dla Twojego stylu nauczania i bycia. Nie ma niczego lepszego. Serce rośnie. I po takich wyczerpujących momentach ta wiadomość „Jesteś najlepsza” wyzwala niesamowite emocje, kluchę w gardle i łzy w oczach. Ale to z radości. Te łzy mogę ronić bez końca. Bo mam naprawdę szczęście i wspaniałych ludzi, którzy budują swoją wiedzę ze mną. Robią gigantyczne postępy na moich oczach. Mają moje bezgraniczne wsparcie i uznanie. To są te momenty, kiedy rozumiem, że to co robię ma sens. Że jestem przydatna. Że pomagam ludziom i uczę ich bardzo ważnych rzeczy. A oni mi ufają w tym i kontynuują ze mną swoją drogę szkoleniową.
Dziękuję każdej osobie, która była na którymkolwiek z moich szkoleń. Każdej osobie, która wróciła ponownie na moje szkolenia. Każdej osobie, która przyczynia się do tego, że spełniam swoje marzenia ucząc i będąc nauczycielem. Jesteście wielcy i niesamowici ❤
Wyobrażasz sobie trenera pilates prowadzącego treningi na pilatesowym sprzęcie bez żadnego wykształcenia ku temu? Przecież maszyna to maszyna… Ma wózek, ma kółka, na których się porusza. Ma sprężyny, które dają opór. Przecież to nic trudnego skonstruować trening z użyciem reformera, prawda?
Omg, jakbym usłyszała takie pytanie na moich zajęciach/warsztatach/szkoleniach, to chyba bym wyciągnęła wałek do ciasta zza pleców i pitolnęła porządnie w czarep osobę pytającą! A czy robiąc terapię manualną muszę być fizjoterapeutą? Lepiej! Czy jak jeżdżę po hali wózkiem widłowym, to muszę mieć przeszkolenie, by nikomu nie zrobić krzywdy? No heloł! Oczywiście, że musisz! Skąd więc ten genialny pomysł, że nie?
Pracując od 19 lat w branży, zauważam pewną zmianę, szczególnie jeśli chodzi o młodych instruktorów. Są bardzo pewni siebie mimo braku posiadanej wiedzy. Oczywiście w ich oczach sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdyż są młodsi, bardziej charyzmatyczni i zdecydowanie bardziej przebojowi. Ten cały harmider wokół ich wspaniałości ukrywa wszystkie braki jakie posiadają.
A jak to się ma do branży pilates? Obecnie bardzo popularne są Reformery. Generalnie pilates wyszedł z klubów fitness do butikowych studiów pilates w pełni wyposażonych w maszyny. I dzieje się trochę jak w kiedyś popularnej reklamie gumy rozpuszczalnej – „Wszyscy mają mambę, mam i ja”. Kupują więc namiętnie sprzęty i zaczynają na nich pracować. Im szybciej, tym lepiej. To jest takie modne teraz, muszą być na czasie, nie mogą zostawać w tyle… Swojego pierwszego reformera kupiłam w 2010 roku. Nie miałam gdzie wtedy się z niego wyszkolić, więc napisałam do jednej z bardzo niewielu nauczycielek w Polsce, czy mogłaby mnie przeszkolić indywidualnie z podstawowych ćwiczeń. I tak też się stało, pojechałam do niej, wytłumaczyła mi o co w tym wszystkim chodzi, nauczyła naprawdę podstawy podstaw. Spędziłam u niej dobrych kilka godzin, ćwicząc i robiąc notatki, dzięki czemu po powrocie do Łodzi, wiedziałam orientacyjnie co, jak i gdzie. Praktykowałam na sobie, dokupiłam też kilka książek (a sprowadzanie rzeczy przez internet spoza Polski nie było jeszcze tak łatwe jak teraz) i uczyłam się. Wszystko po to, by nie zrobić klientowi żadnej krzywdy i wiedzieć co z nim faktycznie ćwiczę. Teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Mówisz i masz. Szkolenie jednodniowe, bez praktyk, za to z papierkiem. Szkolenie przez osobę będącą 2 lata w branży… Ale po co w ogóle jechać na szkolenie skoro możesz komputerowo podrobić certyfikat szkolenia i nikt nawet się nie skapnie, że to jedna, wielka ściema. Klient tym bardziej nie zwróci na to uwagi, skąd ma wiedzieć jak się ćwiczy na sprzęcie? Wiesz tylko Ty i wiem ja, obserwując te bzdury na mediach społecznościowych. Widzę idiotyczne podpięcia sprzętu i jeszcze bardziej idiotyczne ćwiczenia. Widzę akrobacje tylko dla fotki na Instagram i zastanawiam się kiedy osoba wykonująca złamie sobie kark. Widzę błędy i niebezpieczeństwa. Oczami wyobraźni widzę także wypadki i kontuzje. A to wszystko dlatego, że instruktor nie widział potrzeby pójścia na szkolenie z zakresu sprzętu jaki właśnie zakupił i postanowił wykorzystywać ze swoimi klientami. Faktycznie, maszyna jak maszyna, ma sprężyny, bloczki, haczyki. Inżynier łatwo by ogarnął kąty i dźwignie. Ale to jest tylko jedna strona medalu. Drugą jest podjęcie się obowiązku zadbania o klienta. O jego sprawność i zdrowie.
Od tego co wiesz, zależy jakość prowadzonego treningu. Pozbądź się pychy i przekonania, że wszystko wiesz najlepiej. Myśl. Czerp nauki i korzystaj z pomocy tych, którzy dłużej się tym zajmują.
Tak, te dwie wspaniałe nauczycielki otworzą cykl Łódzkich Spotkań Pilatesowych, czyli kameralnych wydarzeń szkoleniowo-warsztatów z nauczycielami, których bardzo cenię za ich wiedzę.
Julie poznałam w 2019 roku, gdy z przyjaciółką pojechałam do Londynu. Od razu mnie zauroczyła. Ćwiczyłam z nią, gdy byłam w zaawansowanej ciąży, gdyż wiedziałam, że tylko ona, matka bliźniaków, po przejściach zdrowotnych, będzie w stanie mnie poprowadzić. Później, na przełomie końcówki ciąży i tuż po urodzeniu, brałam udział w jej programie mentorskim. Jest to cudowna nauczycielka, pełna empatii, wspierająca, pomocna. O niesamowitej wiedzy.
Amy poznałam w 2022 roku podczas mojej pierwszej podróży do Stanów. Pojechałam do niej do studia w Santa Barbara. Przywitała mnie szczerym uśmiechem, miłym słowem i chęcią współpracy.
Gdy w tym roku pojechałam do Londynu na ich wspólne warsztaty, wiedziałam, że to duet idealny. Ta sama energia, wymiana doświadczeń, obie nowoczesne ze świetnym, ludzkim podejściem do pilatesu. Tak zrodził się pomysł, by zaprosić je obie do Polski ❤ Już na tym wyjeździe podjęłam z nimi temat odnośnie warsztatów u mnie w studio. Zgodziły się i to bez wahania 😀 Zgranie wszystkiego, ogarnięcie grafików i całej reszty wymagało czasu, ale wreszcie mogę to publicznie ogłosić 😀 Nie mniej jednak wspomniałam o evencie kilku osobom. Przez co muszę dodać, że połowę miejsc mam już wyprzedanych🙈 Także nie ma co czekać z zapisami!
ROZKŁAD WARSZTATÓW
10-12 maja 2024
Piątek 10.05
16:00-19:00 Warsztaty biznesowe z Julie i Amy 20:00 Kolacja
Sobota 11.05 -> Pilates na macie
9:30 Oficjalne rozpoczęcie 10:00-12:00 Połącz stopy z siedzeniem z Julie 12:20-14:20 Matwork na Spine Correctorze z Amy 14:20-15:20 Przerwa na lunch 15:20-17:20 „Sztuka dawania wskazówek” z Julie i Amy 17:20-18:00 Otwarty panel dyskusyjny z Amy Julie i mną
Niedziela 12.05 -> Pilates na sprzęcie
8:00 – 9:00 Poranna lekcja z Julie 9:15-11:15 Rytm na Reformerze z Amy 11:30-13:30 Połącz stopy z siedzeniem – Refomer z Julie 13:30-14:30 Przerwa na lunch 14:30-16:30 Spine Corrector z Amy
Sobota 11.05.2023
Warsztaty z Julie
The Matwork – The „Feet to Seat” Connection
Mata: Połącz stopy z siedzeniem
Twoja stopa to fantastyczny wytwór ewolucji: składa się z dwudziestu sześciu kości, trzydziestu trzech stawów i niezliczonych mięśni. Kiedy idziesz, twoja stopa nieustannie zmienia funkcję: z miękkiego pochłaniacza wstrząsów staje się sztywną dźwignią i pcha cię do przodu, ale czy umiesz wykorzystać jej cudowne właściwości podczas ćwiczeń na macie?
Stopa potrafi być najbardziej zaniedbaną częścią ciała, a przecież to nasza podstawa i połączenie z ziemią!
Czy masz narzędzia, dzięki którym twoi klienci poprawią ruchomość stopy podczas ćwiczeń i na codzień?
Ten praktyczny warsztat nauczy cię, jak zapewnić stopom należną im uwagę i troskę, aby długo działały i prowadziły ciebie i twoich klientów do celu!
Warsztaty z Amy
Mat – Matwork on Spine Corrector
Mata: Matwork na Spine Correctorze
Spine Corector to idealny sprzęt do budowania siły środka i rozumienia właściwej biomechaniki kręgosłupa. Podczas warsztatu zajmiemy się tradycyjnymi ćwiczeniami na macie i będziemy odkrywać, jak Spine Corrector potrafi wzmocnić, poprawić i przyspieszyć połączenia w ciele, niezbędne do ćwiczeń. Zobaczysz i poczujesz, jak korzystanie ze SpineCorrectora pogłębia twoje rozumienie zgięcia, wyprostu, zgięcia bocznego, rotacji i sygnałów płynących z ciała. Niektóre ćwiczenia staną się prostsze, inne bardziej wymagające, ale po tym warsztacie na pewno rozjaśni ci się w głowie. Spine Corrector to idealny towarzysz twojej podróży przez ćwiczenia na macie.
Niedziela 12.05.2023
Warsztaty z Julie
Reformer – The „Feet to seat” connection
Reformer: Połącz stopy z siedzeniem
Zestaw ćwiczeń na reformerze zaczyna się od „Footworku”, który ustawia całą sesję.
Ale czy potrafisz wykorzystać go do maksimum? Czy wiesz, jak Footwork łączy się z innymi ćwiczeniami na lekcji?
Niezależnie od tego, gdzie masz stopy: na footbarze, w pętlach, na wózku czy w powietrzu, powinnaś zawsze pamiętać o tym, czego się dowiedziałaś podczas pierwszych ćwiczeń.
Zawsze skupiałam się na korzyściach, jakie przynosi dobre połączenie z podłożem a odkąd w sierpniu 2021 połamałam kość piętową jeszcze bardziej zależy mi, żeby uwzględniać stopy w każdym ćwiczeniu.
Warsztat zaczniemy od przyjrzenia się budowie anatomicznej stopy, a potem przeniesiemy się na reformer i będziemy rozkminiać, jak włączyć stopy do bardziej skomplikowanych ćwiczeń.
Warsztaty z Amy
Reformer: Rytm na reformerze
Uczenie ćwiczeń na reformerze wymaga umiejętności i skupienia na szczegółach, więc dodanie takich elementów jak rytm i tempo pomaga w tworzeniu spójnego doświadczenia dla całej grupy i uszczęśliwieniu klientów. Rytm i tempo są częścią metody Pilatesa oraz kluczem do lepszego ruchu, a także koordynacji ciała i umysłu. Powolne, kontrolowane ruchy są bardzo ważne, ale równie ważna jest umiejętność zmiany tempa bez utraty kontroli, precyzji i wytrzymałości. Nauczysz się, jak rytm i tempo mogą w pomóc w mentalnym i fizycznym zaangażowaniu się w sekwencję ćwiczeń, jednocześnie budując głęboką wewnętrzną siłę. Nasze życie zmienia tempo, nasza praktyka pilatesowa też powinna.
Spine Corrector
Spine Corector to idealny sprzęt do budowania siły środka i rozumienia właściwej biomechaniki kręgosłupa. Zobaczysz i poczujesz, jak korzystanie ze Spine Correctora pogłębia twoje rozumienie zgięcia, wyprostu, zgięcia bocznego, rotacji i sygnałów płynących z ciała. Na warsztacie będziemy też używać innych pomocy, takich jak długi pasek, Magic Circle albo piłeczki do wzmocnienia połączenia z ruchem kręgosłupa oraz siły i elastyczności stawów biodrowych. Na warsztacie wykorzystamy sekwencje z tradycji Kathy Grant i Rona Fletchera, które pomogą ci zbudowanie własnego sylabusa ćwiczeń i zrozumienie tego użytecznego sprzętu.
Uwaga, treść tego wpisu może być dla niektórych kontrowersyjna, a wręcz nie do przyjęcia. Zatem jeśli nie chcesz przeżyć szoku, opuść tę stronę w sposób natychmiastowy.
Zacznę od tego, że uważam się za osobę inteligentną, mądrą, o niesamowitej wiedzy, wykształconą i bardzo specyficzną. Rzadko kiedy osoby są na mnie obojętne. Jestem lubiana, lub odwrotnie. Jestem osobą wyraźną, głośną, kolorową, krzykliwą, często wulgarną, o ciekawym poczuciu humoru. Jak na swój wiek osiągnęłam bardzo dużo, wciąż wiele przede mną. Jestem ambitna, prę do przodu, podążam do celu. Kocham jednorożce. Ale co najważniejsze…
Dlatego też myślę, że mogę pozwolić sobie na niniejszy wpis.
Ludzie albo mnie uwielbiają, albo unikają. Dla jednych jestem mentorem, dla innych idiotką. Bycie główną wariatką polskiej sceny pilates mi pochlebia. Robię z siebie głupka? Przynajmniej potrafię się z tego śmiać. Głoszę herezje? Skoro ktoś tak uważa, to luz, nie przeszkadza mi to. Jestem infantylna i głupia? Nie mnie dane to oceniać. Mam dziwne poczucie humoru? Lepiej mieć dziwne, niż nie mieć żadnego. Jestem nieogarnięta i chaotyczna? Podobno geniusze tak mają. Pracuję w towarzystwie moich dzieci i zwierząt? No cóż, przyzwyczaj się.
Jednego sobie w tych zabawnych historiach odejmować nie będę. Jest to wiedza i doświadczenie. Doświadczenie i wiedza. Podkreślę raz jeszcze WIEDZA. DOŚWIADCZENIE.
Wyrosłam już z tego, by nadmiernie przejmować się jak postrzegają mnie ludzie. Nie mam czasu ani siły na to, by czyjąś negatywną energię brać na siebie. Wyrosłam także z oceniania mnie przez innych, żali czy pretensji. Zawadiacko wręcz powiem, że
Jestem sobą, niczego nie ukrywam, nikogo nie gram. Codziennie głaszczę moje wewnętrzne dziecko. Odczyniam rytuały i odprawiam czary. Piję wino i dobrze się bawię. Masz z tym jakikolwiek problem? Przeszkadza Ci to? Nie mieści Ci się to w głowie? Nie trudź się, naprawdę. Zniszczy to Twoją energię, a moją narazi na uszczerbki. To jest absolutnie bez sensu działanie.
Mój postulat i morał całego tego wywodu ma jedno na celu. Zanim wybierzesz moje szkolenia i zdecydujesz się na współpracę ze mną, bądź świadom pewnych rzeczy. Jeśli te rzeczy nie będą Ci pasować, znasz rozwiązanie. Znajdź inne szkolenie. Na tym samym poziomie. W Polsce.
Natomiast zapewniam Cię, że moje szkolenia to wiedza na najwyższym poziomie. Zdobywana przez lata, w kraju i poza nim. To doświadczenie oparte na pracy z klientami i obserwacjach. To wiedza z medycznych książek i kursów. To wiedza pełna anatomii i biomechaniki, którą przedstawiam w najprostszy możliwy sposób. To biblioteka ćwiczeń pełna rozwiązań dla każdego problemu. To wiedza przedstawiana z humorem i życiowym podejściem, pełna przykładów, jakie każdy zna. A ja jestem tylko człowiekiem i aż nauczycielem, który bierze pełną odpowiedzialność za to czego naucza innych. Jestem tego w pełni świadoma, dlatego też nauczam tak, żebym sama nie mogła sobie niczego zarzucić. Nauczam tak, jak zawsze chciałam być sama nauczana. W atmosferze takiej, której nigdy nie było mi dane zaznać. Jestem matką, żoną, nauczycielem i szkoleniowcem. Pełna empatii potrafię zrozumieć każdego. Pomagam, wspieram i zawsze stoję całą sobą przy moich uczniach. Jestem cholernym jednorożcem i matką smoków. Jeśli mnie poznasz, będziesz wiedzieć, że możesz na mnie liczyć. Ale potrzebne jest nie tylko zaufanie, ale podobny vibe.
Kalendarz szkoleń znajdziesz na moim profilu na Instagramie -> @movimento.pilates.magda.nowak
Dla jednych to filozofia, dla innych system ćwiczeń, dla jeszcze innych świetna forma aktywności fizycznej. Można to traktować jako główny sport, sport dodatkowy czy też rehabilitację. Podejście do pilatesu jest tak różne jak jego rodzaje nauczane na całym świecie.
Prawda jest taka, że odłamów pilatesu jest wyjątkowo dużo. I każdy jest ten prawdziwy, autentyczny, zgodny z założeniami samego dziadka Pilatesa. Mam wrażenie, że po części to od kogo uczy się trener, skutkuje w efekcie jego podejściem do tej formy ruchu.
Są tacy, którzy sztywno trzymają się zasad wymyślonych jakiś czas temu. Nie wprowadzają zmian czy modyfikacji, a kolejność ćwiczeń jest taka sama jak opracował to dziadek Pilates. W większości przypadków trening u nich jest trudny, bardziej siłowy również ze względu na sprzęt, który ma mało możliwości modyfikacji (takich jak na przykład ustawienia podpięcia sprężyn czy oporu sprężyn).
Ja jestem zwolenniczką zmian. Mimo, że szczerze nienawidziłam (i wciąż nie rozumiem zachwytu) tak zwanego UGULa, czyli Uniwersalnego Gabinetu Usprawniania Leczniczego, moje studia jednak mnie czegoś nauczyły.
Kinezyterapia (terapia ruchem) ma na celu poprawę zdrowia pacjent, a co za tym idzie, poprawę zakresu ruchu w stawach, zmniejszenie napięć w ciele, wyrównanie balansu mięśniowego. Poprawa zdrowia pacjenta wiąże się również z jego komfortem psychicznym. Podstawą jest wiedza anatomiczna, biomechaniczna i fizjologiczna. Do tego obserwacja i umiejętność dopasowywania ćwiczeń i zadań pod pacjenta.
Tak naprawdę wiele nauk zazębiało się ze sobą. Połączenie wiedzy anatomicznej (gdzie znajduje się jaki mięsień i za jaki ruch odpowiada) z wiedzą o ruchu ciała człowieka (trzeba wykonać taki, a nie inny ruch, by uruchomić mięśnie, na których nam zależy) skutkowało idealnym doborem ćwiczeń pod potrzeby klienta. Fitness rozwinął moją wyobraźnię pod kątem kreowania ćwiczeń, fizjoterapia natomiast wzorców ruchowych i funkcjonalności całego ciała w życiu codziennym. Gdy pojawił się pilates, wszystko ładnie pozbierało się ze sobą i ułożyło kawałki do kupy.
Czy pilates jest schematem ćwiczeń, jedno po drugim, wykutym na blachę? Być może dla niektórych tak. Dla mnie pilates stanowi jednak coś o wiele większego.
zrozumieniem ciała człowieka – żadna inna forma aktywności z jaką się spotkałam nie ujawniała tylu niedociągnięć. Zresztą nie bez powodu mówi się, że pilates to najbardziej żenująca forma ćwiczeń 😛 Pilates nie polega na skomplikowanej choreografii i bitach w muzyce. Tu liczy się precyzja ruchu i jego kontrola. Na poziomie neurologicznym, jest to naprawdę ciężka praca. I nagle, gdy ciało pracuje w zabezpieczonych ustawieniach i z pełną kontrolą, ukazują się rzeczy, o których mało kto ma pojęcia. Nagle wdech i wydech w trakcie ruchu nabierają nowego sensu i nie dość, że pomagają, to uczą pewnych zapomnianych wzorców. Nagle praca nóg w strasach na cadillacu wygląda zupełnie inaczej niż z airplane boardem. Te same ćwiczenia można wykonać na różnym sprzęcie. To samo ciało ćwiczy, ale ruch i ustawienie ciała jest inne. Wszystko zaczyna być widać, wszystko ustawia się jednosensowną całość. Anatomia i biomechanika z książek przechodzą na ćwiczącego człowieka, zapala się lampka nad głową i bach, wszystko staje się oczywiste.
budowaniem długotrwałej świadomości – sporo lat pracowałam jako instruktor fitness. Prowadziłam różne formy zajęć, od tych bardziej tanecznych, po te wzmacniające. Byłam także uczestnikiem wielu takich zajęć. I niesamowite jest to, że nigdy nie odczuwałam nic głębiej. Ok, bolały mięśnie, co jest normalne, byłam zmęczona, serce waliło szybciej. I na tym koniec. Nie pamiętam jak wychodziłam z sali i co robiłam później. Po pilatesie wychodzę i pamiętam. Moje ciało się trzyma, jestem wyprostowana i wyciągnięta. Łapię się na tym nie tylko tuż po, ale drugiego i trzeciego dnia. Ile klientek opowiadało mi, że widząc swoje odbicie w lustrze lub witrynie sklepowej, poprawiały postawę ciała na tę lepszą. I nie miały z tym żadnych problemów, to się działo samo z siebie.
obserwacja zmian – czy wiesz, że to jak najbardziej jest możliwe, by zmiany widzieć już po jednym treningu? Pilates nie jest formą aktywności, gdzie spala się tkankę tłuszczową, czy buduje masę mięśniową. Tu liczy się wydłużenie i jak najbardziej prostowanie ciała w górę. Dobrze dobrane ćwiczenia, dopasowane pod potrzeby klienta, jak i jego postawę i ruchy, potrafią naprawdę zdziałać cuda. I ta obserwacja zmian w ciele klienta jest niesamowicie budująca. Dla klienta, który szybko odczuwa i zauważa różnice w ustawieniu swojego ciała. Dla nauczyciela, który otrzymuje informację, że zrobił wszystko co należało.
płynność i precyzja ruchu – typową pedantką nigdy nie byłam, aczkolwiek denerwowały mnie np wystające nitki z ubrań. Jednak obserwując ciało człowieka w ruchu, patrzyłam właśnie na płynność, precyzję i elastyczność. Może to jakieś spaczenie po nauce baletu w szkole podstawowej. Na pewno jest to coś czego poszukuję i oczekuję w balecie, dlatego też tak bardzo go lubię. Pilates lubi precyzję. Jest taki czepialski i nieznośny jeśli chodzi o pewne ustawienia. Jedni się będą upierać, że przez to jest niefunkcjonalny, gdyż nie pracuje trójpłaszczyznowo. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Precyzja ruchu wspaniale aktywuje mięśnie głębokie, podczas gdy płynność to piękny balans napięcia mięśni w całym ciele. Praca pomiędzy siłą i elastycznością. Stabilizacją a mobilizacją. Agonistami i antagonistami.
podstawy są cholernie trudne – umiesz robić teasery? Boomerangi? Różne dziwne cyrkowe pozycje na Cadillacu? To wspaniała wiadomość. Jednak pracują tu głównie mięśnie globalne. Aby jak najbardziej uruchomić i przypomnieć sobie istnienie mięśni lokalnych, należy wrócić do podstaw i jak najbardziej prostych ruchów ukierunkowanych na stabilną miednicę. Okazuje się, że to one stanowią problem. Gdy mięsie lokalne pracują, ciało jest w swojej najlepszej możliwej postawie. Rośnie świadomość, pojawia się kontrola ruchu. Powrót do podstaw, ruchy w małym zakresie, minimalne napięcia, mega kontrola, och kurczę, jakie to potrafi być trudne i wymagające.
Dla mnie pilates jest niesamowitą formą pracy z ciałem, która w znaczy sposób pokrywa mi się z wiedzą fizjoterapeutyczną. Łączę przyjemne z pożytecznym i mam olbrzymią satysfakcję, gdy otrzymuję informacje zwrotne jak bardzo komuś pomogłam. Dla mnie osobiście nie ma znaczenia czy pracuję na sprzęcie klasycznym czy nowoczesnym, czy znam order na macie i na reformerze, czy jestem w stanie wykonać z setki teasera. Dla mnie ważne jest to, by stosując się do zasad aktywacji mięśni głębokich, stworzyć trening, który poprawia postawę ciała, daje poczucie komfortu (szczególnie w miejscach dyskomfortu), wzmacnia, mobilizuje i stabilizuje całe ciało. Czy pilates mi to da? A i owszem, szczególnie z wykorzystaniem modyfikacji i dodatkowych propsów.
Czas szkoleń to nie tylko czas Waszej edukacji i mojego zaangażowania, ale również moich przemyśleń. Moment, w którym dzieląc się swoją wiedzą kształtuję i systematyzuję Waszą wiedzę. I choć robię to od lat, to i tak za każdym razem cieszy mnie to tak samo mocno. I zawsze tak samo bardzo chcę przekazać wszystko co najważniejsze i najlepsze. W najbardziej przystępny sposób. Czy to czyni mnie DOBRYM nauczycielem?
Na miano DOBREGO nauczyciela w mojej ocenie składa się wiele aspektów.
Na pewno jedną fundamentalnych kwestii jest doświadczenie. Dobry nauczyciel powinien mieć dobre i wystarczająco długie doświadczenie. Wiedza to jedno, ale zastosowanie jej w praktyce to już co innego. Doświadczenie zdecydowanie rozwija i uczy. Eliminuje ewentualne ryzyko popełnienia błędu. Otwiera na wiele nowych sytuacji. Pomaga w radzeniu sobie z totalnie każda sytuacją i pytaniem zadawanym przez ucznia.
Dobry nauczyciel to taki, który rozwija się. Nauczyciel tonie zawód, że możemy osiąść na laurach. To zupełne tego przeciwieństwo. Nauczcie powinien stałe uzupełniać i rozwijać swoją wiedzę i praktykę. Powinien być aktywny umysłowo. Głowa, która nie pracuje staje się trudniejsza w obyciu. A przecież tu potrzeba ciągłej świeżości umysłu. Otwarcia na nowe.
Powinien praktykować, bo nie samą teorią człowiek żyje. Doświadczenie i wiedza to super sprawa. Ale praktyka to również podstawa. Rozwój ciała nauczyciela jest równie ważny jak rozwój umysłowy.
Musi umiejętnie tłumaczyć i słuchać. Na świecie jest wielu nauczycieli. Ale jak wielu jest takich, którzy realnie docierają do swoich odbiorców? Tych, którzy słuchają swoich uczniów i tłumaczą tak, że od razu wiadomo jak wykonać ruch. A no właśnie. Umiejetność prowadzenia szkoleń, tak aby kursanci rozumieli przekaz i mogli wykorzystać go w przyszłości, jest kluczowa! Trzeba pamiętać, że nie tłumaczymy sobie, lecz komuś. Zróbmy to najlepiej jak potrafimy. Koniecznie ćwiczmy przemawianie, nawet w małym gronie swojej rodziny czy chociażby mówiąc do lustra. Starajmy się robić plan przebiegu takich szkoleń i często pytajmy czy wszystko jest zrozumiałe.
Dobry nauczyciel to wsparcie. To wsparcie wiedzą nie tylko podczas szkolenia. To nie tylko odpowiadanie na pytania w trakcie nauczania. To również kontakt w chwilach, gdy uczeń ma sytuacje trudną i pisze do nas w sprawie porady. Jako nauczyciele ofiarujemy swój kontakt by osoby, które uczymy, były jak najlepsze. No przecież właśnie o to nam chodzi.
I najważniejsza kwestia moim zdaniem to Dobry nauczyciel powinien czuć powołanie. To jest mega mega mega ważne. Aby czuć, że to jest to, że robię to z pasją i zaangażowaniem. Chce wypuszczać najlepszych nauczycieli. Jeżeli ktoś robi to tylko dla kasy lub ze zwykłego widzi mi się, to nigdy nie zadziała. I bardzo szybko wyjdzie na jaw.
Pierwszy dzień roku szkolnego rozpoczynam od sprawdzenia obecności. Wszystkie trenerki Movimento Pilates są na swoich stanowiskach, łącznie ze mną. Można rzec, poniedziałek taki jak każdy, ale nie do końca. Wrzesień jest wyjątkowym miesiącem dla każdego nauczyciela oraz ucznia. Dla szkoleniowców, trenerów, osób uczących się, a także klientów. Ulice zapełniają się samochodami, sklepy ludźmi, studia klientami. Plany lekcji, grafiki i kalendarze mają już mnóstwo zapisków. Pojawia się coraz więcej obowiązków. Nowy rok szkolny wszedł w życie pełną parą 😀
Drodzy wszyscy, czeka nas wspaniały, pełen przygód czas 🙂
Nowy rok szkolny to też nowe cele, nowe plany. Takich planów na ten rok przewiduję, jak zawsze, całkiem sporo. Nie wszystkie zostaną zrealizowane, tak to już bywa, ale te 70 % wykonania planu powinno nas cieszyć. Szczególnie jeżeli takich podpunktów mamy wiele i nie wszystkie zależą tylko i wyłącznie od nas.
W Movimento Pilates wraz z nowym rokiem pojawiła się nowa, długo wyczekiwana opcja treningów grupowych. Zajęcia te prowadzą 3 nauczycielki, które już w większej lub mniejszej części znacie. Zajęcia grupowe, niby nic wielkiego, jeśli pracuje się już z klientami chociażby indywidualnie. Jednak nie do końca. Praca w jednej, jak i drugiej i wersji wymaga innych narzędzi, innego warsztatu, innych treningów i innego podejścia. Spokojnie, nie oznacza to, że dziewczyny będą Was okładały kijkami jeżeli nie dacie radę wykonać danego ćwiczenia na zajęciach grupowych. Chodzi tu o umiejętne dostosowywanie poziomu trudności treningów do umiejętności grupy. Ale zajęcia grupowe to dla trenera również podział skupienia. Gdy przy kliencie indywidualnym mamy tylko jego, tak przy grupowym jest kilka osób, które musimy bacznie obserwować z każdej możliwej strony. Uwaga się rozprasza z jednego ciała na kilka. Jednak nie ma co siać obawę. Dziewczyny zwarte i gotowe, czekają by ruszyć. Wiedza była sukcesywnie odświeżana. Przygotowania będą zwieńczone naprawdę świetnymi treningami na pilatesowym sprzęcie. A tytuły zajęć to Reformer, Sprzęt mix i Reformer dla zdrowych pleców. Będzie wymagająco i skutecznie. Czyli tak, jak to zwykł działać mój zespół.
Nowy rok szkolny to również nowy sezon w szkoleniach. Wyzwanie dla mnie w roli nauczyciela. Do końca semestru zimowego mam kalendarz wypełniony po brzegi. Szkoleń, jak co roku, mam taką listę, że mocno zastanawiam się jak je upchać, by mieć choć parę wolnych weekendów
😂
Ale nauka przede wszystkim! Dlatego będzie dużo, owocnie, dla każdego coś dobrego. Zgodnie z sentencją „Ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz” 😛
Proszę zwróćcie uwagę na maj roku 2024. Semestr letni w pełni. Zaraz koniec roku szkolnego (tak wybiegłam w czas). To będzie, krótko mówiąc, miesiąc petarda! Pojawią się dwie wspaniałe nauczycielki i ja. Swoją obecnością zaszczyci nas Julie Driver oraz Amy Havens ❤️ Klasa sama w sobie. Nie muszę chyba mówić, że możecie się już zapisywać na te wspaniałe majowe dni 😉
Nowy rok szkolny do duże przedsięwzięcie nie tylko dla nauczycieli, ale również dla uczniów. Bycie uczniem to wcale nie taka prosta sprawa. Wiem, ponieważ sama wciąż nim jestem. A poza tym, czym by był nauczyciel, gdyby nie było uczniów. Pod koniec września jadę do Włoch na event Balanced Body. W pięknym miejscu, po włosku, ze świetnymi nauczycielami i we wspaniałym towarzystwie. Po tym wydarzeniu nie planuję już wyjazdów, ale kto mnie zna, ten wie, że ostatnio spontaniczne decyzje podejmuję nad wyraz często.
Wpis z zeszłego poniedziałku wywołał poruszenie, zarówno od strony nauczycieli pilates (w przewadze), jak i klientów zajęć grupowych i indywidualnych. Chcę zatem spojrzeć na temat ceny za ćwiczenia pilates od strony nauczyciela oraz od strony klienta. Gotowi?
Co stanowi o cenie treningu od strony nauczyciela:
jak pisałam w poniedziałek, dużą rolę odgrywają ceny szkoleń i wyjazdów szkoleniowych
koszt sprzętu także wpływa na cenę treningu
ale dodatkowo mamy rynek w najbliższym obszarze, czyli jakie ceny mają osoby o podobnym doświadczeniu
oraz rynek ogólnokrajowy, czyli jakie ceny zajęć oferują studia butikowe lub większe w całym kraju
Gorzej, znacznie gorzej bym napisała, jest wtedy, gdy badanie rynku robi osoba dopiero zaczynająca się szkolić, trochę pracująca jako instruktor pilates (często na macie w jakimś klubie) i generalnie posiadająca jeszcze niewielką wiedzę i niewielkie doświadczenie. Przegląda Google w poszukiwaniu studiów pilates (wiem, bo sama to wielokrotnie robiłam), wynajduje te najbardziej znane i do nich ustawia swoje stawki. I w ten oto sposób osoba będąca rok na rynku ma ceny za treningi jak osoba będąca 10 lat na rynku.
Klient nie musi się znać na pilatesie, nie musi wiedzieć jakiej jakości i jakiego treningu ma się spodziewać. Może być obdarowywany ćwiczeniami na sprzęcie, z którego instruktor się nawet nie przeszkolił. Wtedy 250zł za trening jest zdecydowanie za drogo!
Rynek w Polsce zwariował. I to nie tylko pod kątem cen treningów. Za wizytę u fryzjera w Łodzi płaci się od 200 do 500zł wzwyż nawet. Hybryda na dłonie – 200zł. Psycholog 150-200zł. Ginekolog – 300zł. Psychiatra – 300zł. 2 porcje ramenu – 80zł. Ropa – 7zł/litr. Powiedzmy sobie szczerze, że coraz bardziej dbanie o siebie, swoją kondycję oraz swoje zdrowie, jedzenie na mieście czy stosowanie diety pudełkowej, to kosztowne sprawy. Brutalna prawda jest taka, że na zajęcia pilates indywidualnie przychodzą tylko Ci, których na to stać. Albo którzy wiedzą, że muszą lub wierzą, że muszą.
Za granicą nie jestem do końca pewna, czy pilates jest treningiem luksusowym. Nigdy nie zapomnę jak byłam w Paryżu w zwykłym markecie. Pani przede mną robiła zakupy dla rodziny, tak na pół koszyka. miała piękne okulary Chanel i torebkę LV. Ja na swoje pierwsze okulary Chanel zbierałam kilka lat 😛 A ta Pani zapłaciła za swoje zakupy dokładnie tyle i kosztowały jej okulary. W Los Angeles cena treningu grupowego na maszynach to powiedzmy 30$. 30$ kosztuje porządne, wcale nie ekskluzywne, śniadanie. Oznacza to, że jeśli śniadanie kosztuje 30zł, trening jeden na jeden to 100zł. Różnica 70zł. W Polsce śniadanie kosztuje 30zł a trening 200zł. Różnica to 170zł. Jest to strasznie dołujące. Szczególnie dla polskich instruktorów szkolących się poza krajem, gdzie nawet trening online kosztuje 100 euro, czyli 450zł. Musimy się strasznie napracować, by funkcjonować w świecie tych ekskluzywnych ofert…
Od czego zależy cena treningu pilates? Martwiące, ale prawdziwe. Od tego, za ile nauczyciel jest go w stanie sprzedać. Samoocena i wiara w swoje możliwości (w wielu przypadkach nazywana po prostu głupotą i lekkomyślnością) potrafi sprawić cuda…
Jak ja uwielbiam to pytanie 😛 Już chyba nawet mnie ono nie drażni, w pewien sposób uodporniłam się na nie. Ile razy słyszałam je w obu poprzednich studiach (gdzie przede wszystkim były zajęcia grupowe), tego nie zliczę. Teraz sięgam pamięcią do roku 2010, kiedy to otwierałam swoje pierwsze studio, i krzyczę sama do siebie, dlaczego tak tanio?!
W zeszłym tygodniu napisałam blog post o zmianach jakie nadejdą z początkiem września. A teraz przyszedł czas na uzupełnienie wszelakich informacji i rozwianie wątpliwości.
Grupy i wyposażenie
Po pierwsze należy podkreślić, że pilates rozwija się teraz przede wszystkim w studiach butikowych (wyposażonych w pojedyncze sprzęty i nastawionych na treningi tylko personalne lub też wyposażonych w dwa/trzy duże sprzęty z możliwością prowadzenia treningów w duecie lub w trio) oraz, coraz liczniej pojawiających się, większych studiach wyposażonych w sporą liczbę reformerów (nastawionych na zajęcia grupowe z wykorzystaniem dużego sprzętu). Jak zaczynałam swoją pilatesową karierę pilates był tylko i wyłącznie w grafikach klubów fitness. Tamtejszy pilates na macie niewiele miał wspólnego z pilatesem obecnym. Choć ta wypowiedź nie jest wiarygodna, gdyż albowiem tego zjawiska kompletnie nie śledzę. Jednak pamiętam tę ilość ludzi na sali (od 20 wzwyż) i jak bardzo nie sposób było im porządnie wytłumaczyć o co w pilatesowych ćwiczeniach chodzi. Przyznaję, że takie zajęcia mijały się z celem, tym samym idealnie wpisując się w kanon klubów fitness. Inwestycją dla właściciela takiego klubu były maty, taśmy elastyczne, duże piłki. Tania sprawa. No, czasem zdarzało się bosu. W 2010 roku, w swoim studio, jako pierwsza w Łodzi wprowadziłam na zajęcia pilates wałki, magic circle, małe piłeczki, dyski sensomotoryczne (już nie wspominając o tym, że jako pierwsza w Łodzi otworzyłam studio z grupowym, lecz profesjonalnym pilatesem i jako jedna z pierwszych miałam grupowe zajęcia na reformerach). Inwestycja już większa, ale wciąż takie wydatki to nic w porównaniu do wyposażenia studia w duży sprzęt. Sam reformer to koszt dobrych kilkunastu tysięcy… Pojawiają się więc tutaj dwa bardzo istotne czynniki ceny. Na jednym końcu są duże grupy oraz tanie wyposażenie w postaci drobnego sprzętu, na drugim zaś duży sprzęt i małe grupy.
Multisport i inne karty
Kolejną kwestią jaka idzie za takimi zajęciami i klubami fitness, jest ogólna ilość ludzi korzystających z ofert klubu. Jeżeli byłby to klub w jakim pracowałam jako studentka, z dwoma wielkimi salami fitness, salą do spinningu i rozbudowaną siłownią, myślę, że w rotacja klientów mogła spokojnie sięgać do 150 osób na godzinę. Przy takim, jak i oczywiście większym, przemiale klientów, akceptowanie kart typu Multisport się sprawdza. Nie mam najmniejszego pojęcia jakie stawki otrzymują kluby za jednorazowe wejścia, ale gdy ja miałam duże studio, było to wręcz uwłaczające. I na nic się zdały negocjacje warunków umowy, że sprzęt bardzo drogi, że kadra świetnie przeszkolona za niemałe pieniądze, że mała ilość osób ćwiczących… Na nic zdały się także moje rozmowy z prawnikiem, pisanie opinii, tłumaczenia. Stawki nie można było podnieść i już… Wyobraźmy sobie, że studio jest wyposażone w 5 reformerów o łącznej wartości 100 tyś złotych. Szkolenia instruktorów mogą sięgać aż do 30 tyś złotych, jeśli chce się mieć uprawnienia międzynarodowe. Instruktor zarabia 100 złotych za godzinę zajęć. Jak ma zarobić klub, jeśli z karty za jednorazowe wejście otrzymuje np. 20 zł brutto? Aby było to dla klubu opłacalne… tutaj mamy długi proces intensywnego myślenia… i nie, to nigdy nie będzie opłacalne. Sytuacja finansowa klaruje się tu bardzo szybko.
Szczerze powiem, że osobiście strasznie denerwuje mnie zarzucanie nauczycielom pilates, że ich ceny są zbyt wysokie. Oczywiście, strasznie mnie wkurza, gdy jakiś nauczyciel wali cenę z kosmosu po 2 latach pracy w branży. Ale weźmy pod uwagę kilka ważny faktów decydujących o wysokości ceny za trening.
Wyobraź sobie taką sytuację… Pracujesz w małej grupie, gdzie nauczyciel wszystko widzi i ma czas i możliwości na to, by do każdego podejść i go skorygować. Ćwiczysz na bardzo dobrym jakościowo sprzęcie, istniejącym na rynku od lat, sprawdzonym i z atestami. Zajęcia prowadzi instruktor, który od lat się szkoli u najlepszych nauczycieli (w Polsce i za granicą), stale pogłębia swoją wiedzę i się rozwija. Jest empatyczny i doskonale nawiązuje z Tobą kontakt. Czujesz się u niego bezpiecznie, wiesz, że pomaga Twojemu ciału wrócić do sprawności. Być może uchroni Cię przed operacją. Być może zmniejszy ból Twoich pleców. Poprawi postawę ciała. Poprawi ogólną sprawność. Zapłacisz mu 50 złotych za 60 minut jego pracy? Czy zapłacisz mu 200 złotych wiedząc, że zaopiekuje się Tobą i Twoim ciałem najlepiej ze wszystkich?