Ja i moje warsztaty

Część mogliście już przeczytać tu https://mojpilates.pl/2017/07/14/akademia-pilates/, ale teraz dajemy po całości 😉

Pochodzę z naukowej, profesorskiej rodziny. Ojciec jest geniuszem. Serio. Tak łebskiego faceta znałam osobiście tylko jednego i był nim prof. Jerzy Vetulani, niestety świętej pamięci już. Drugim jest mój Jurgen. Profesurę odebrał od Wałęsy, mając 40 kilka lat. Potem był dyrektorem placówki PANu w  Łodzi. Potem placówkę zamknęli, a on został szefem katedry farmakologii na UM i specjalistą od leków stosowanych w okulistyce. Teraz siedzi sobie na emeryturze i skrobie krzyżówki. Moja matka to naukowy killer, krwawa Jolanta. W młodości laureatka olimpiad, na studiach prymus i kujon. Profesurę wręczył jej Kwaśniewski, również w wieku 40 kilku lat. Skubana, zajmuje się dopalaczami obecnie i jest szefem katedry farmakodynamiki na farmacji UM w Łodzi. Łeb jak sklep jak to się mówi potocznie. Jakie mogło być zatem moje marzenie? Oczywiście, być wykładowcą. Jednak, jak już wiecie, na studiach doktoranckich wytrzymałam niecały rok, przeliczyłam się z czasem poświęcanym na prowadzenie studia a bycie doktorantem. Zatem droga uczelniana nie wypaliła. Profesorem nigdy być raczej nie chciałam, nie za te pieniądze jakie Polska może zaoferować obecnie. Więc zawsze chciałam uczyć innych, czemu więc nie na ścieżce pilatesowej?

Problemem był mój brak wiary w siebie. Że ludzie będą oceniać. Że będą hejtować. Że umiem za mało by uczyć innych. Że tworzę sobie konkurencję. Że mi się to czkawką odbije. Ale przede wszystkim, że nie jestem na tyle dobra, by zacząć się tym zajmować… I tu z pomocą stanęła mi Joanna z Dobrego Pilatesu, która chyba dość dobitnie postawiła mnie na ziemi i po prostu wyznaczyła termin moich pierwszych warsztatów. I tak zaczęła się moja przygoda.

Warte podkreślenia jest tu słowo WARSZTATY. Moi drodzy, ja nie prowadzę szkoleń i w najbliższym okresie nie mam zamiaru tego robić. Dlaczego? W mojej głowie i w moim słowniku szkolenie to totalny proces nauczania kogoś czegoś od samego początku. Nie podejmuję się nauczenia słonia truchtu czy krowy wycia. Pewno by się mogło to i udać przy odpowiednich technikach i narzędziach, ale to jeszcze nie dla mnie. To zbyt poważna sprawa, ogrom przygotowań samego planu działania i szkolenia, a co dopiero prowadzenie. By miało to ręce i nogi doba musiałaby mieć minimum 48 godzin, a tydzień 10 dni, a całość i tak zajęłaby mi rok jak nic. W chwili obecnej stan nieosiągalny. Fizycznie, jak i psychicznie. Warsztaty są dla osób, które podstawową wiedzę już posiadają i pragną ją dalej rozwijać. Którzy w dużej mierze wiedzą czego chcą (a przynajmniej tak im się wydaje) i co dalej z ową wiedzą zrobią. I tu z pomocą przychodzę ja.

Na pierwszy ogień powstały warsztaty o ćwiczeniach Pilates w schorzeniach kręgosłupa i wadach postawy. Są w Polsce zwolennicy teorii spiskowej mówiącej, że tematyka warsztatu została specjalnie dobrana, by zrobić komuś na złość. Teorię tę właśnie obalam tymi oto argumentami:

  • po pierwsze jestem z wykształcenia fizjoterapeutką, trudno było by więc prowadzić mi warsztat o ćwiczeniach dla golfistów, gdy nigdy nie trzymałam kijka do golfa w ręce (tu mi się przypomina historia czemu w ogóle zdecydowałam się obejrzeć film „Wstyd” z Michaelem Fassbenderem. Otóż kiedyś oglądałam jakąś galę rozdania nagród filmowych i Mel Gibson zapowiedział go tymi oto słowami „A teraz nagrodę wręczy/nagrodę dostanie (nie pamiętam) aktor, który mógłby trzymać kij od golfa mając ręce splecione z tyłu”…. Faktycznie, pierwsza scena filmu to potwierdziła :p)
  • po drugie pilatesem zajmuję się od 12 lat, z czego od 7 lat prowadzę treningi indywidualne, z czego 90% to treningi dla osób z problemami z kręgosłupem
  • w ciągu ostatnich 2 lat zdecydowanie wyspecjalizowałam się, dzięki właśnie moim klientom, w prowadzeniu treningów przy wadach postawy, dyskopatiach, rwach kulszowych, osteoporozach, złamaniach kręgosłupach, stanach po operacjach kręgosłupa itd itp
  • to mnie kręci i to mnie fascynuje, koniec kropka!

Warsztat „Ćwiczenia Pilates w wadach postawy i schorzeniach kręgosłupa” trwa 2 dni. Pisanie skryptu do niego zajęło mi 2 miesiące. Uzupełnianie skryptu o zdjęcia, ryciny i potrzebne, jak się okazało, opisy, kolejny miesiąc. Stworzenie tabeli uporządkowującej wszystkie opisywane ćwiczenia – tydzień. Przeczytałam w tym czasie dodatkowo 4 gigantyczne książki, 2 anatomie, masę artykułów i stertę materiałów szkoleniowych. Nie można mi zatem zarzucić braku przygotowania 😉 W czasie warsztatu nie mówię czego nie wolno i co jest zabronione. Wręcz przeciwnie, tłumaczę i pokazuję co można, i jak się okazuje, można całkiem sporo, tylko z głową. Dużo ćwiczeń obejmuje sprzęt, jak cadillac, reformer, krzesło czy beczka. Wiele osób uważa, że zbyt dużo. Ja jednak uważam, że prędzej czy później instruktorzy poznają sprzęt i się na niego przeniosą. Tak samo jak z prowadzenia zajęć grupowych zapewne ukierunkują się na prowadzenie treningów indywidualnych. Stąd wyprzedzenie tych sytuacji i chęć pokazania innej odmiany znanych już ćwiczeń. Poza tym, trzeba się czymś wyróżnić na rynku! Oczywiście, że mogłabym bardziej skoncentrować się na ćwiczeniach na macie, ale daję Wam odciąć sobie rękę, że nie pobudzi to Waszej wyobraźni tak, jak pokazanie ćwiczeń na sprzęcie często niedostępnym. A uwierzcie mi, że to jakie pomysły na domową wersję reformera czy cadillaca słyszałam już na warsztatach, pokonały nawet moje wyobrażenia!

Na drugi warsztat wpadłam już sama. Gdy w czasie przygotowań, a następnie prowadzenia pierwszego, zobaczyłam, jak bardzo mi brakuje tego drugiego do 100% uzupełnienia przekazywanych przeze mnie informacji. I tak oto powstała tematyka głębokiej stabilizacji w Pilatesie. Jednodniowy warsztat, na którym będę tłumaczyć, jak i co napiąć i w jakim ćwiczeniu wzmocnić, by popracować na tych głębokich mięśniach ludzkiego ciała. Jak wytłumaczyć klientowi, gdzie ma czuć pracę i czy na pewno wykonuje ćwiczenie w sposób prawidłowy. Zauważyliście, że często na szkoleniach tylko wspomina się o istnieniu tzw. core, ale rzadko kiedy dokładnie pokazuje i tłumaczy jak ono ma pracować? Co to znaczy winda zatrzymana na pierwszym piętrze? Pierwszym piętrze wieżowca czy kamienicy, gdzie wysokość pięter różni się między sobą dramatycznie. Mięsień poprzeczny brzucha napięty na 30%, czyli pasek zapięty na trzecią dziurkę? A jaki jest rozstaw tych dziurek? Wizualizacja i wyobraźnia jest niezwykle ważna w pracy instruktora pilates ale musi za nią stać rzetelna, sprawdzona na swoim własnym ciele wiedza. Bo jeżeli instruktor nie będzie wiedział jak czuć wielodzielny czy poprzeczny, to jakim cudem ma to wytłumaczyć swojemu klientowi? No way! Z takimi więc problemami będziemy się borykać na warsztacie stabilizacyjnym.

Po więcej informacji zapraszam na http://www.treningipilates.pl/szkoleniaKALENDARZ WARSZTATÓWx

2018 czas start!

Nie wiem, naprawdę nie wiem jak to się stało, że mamy już rok 2018. Powiedzcie mi proszę, gdzie, a przede wszystkim kiedy zniknął 2017? Mam wrażenie, że dopiero co się zaczął, a on dopiero co się zakończył!

Moje ambitne plany regularnych wpisów, jakie sobie postanowiłam w minionym roku, niestety ale spełzły na niczym. Dlaczego? Ach, może zacznę od podsumowania.

2017 był rokiem trudnym i ciężkim. Szybkim. Pędzącym. W tym wszystkim bardzo pozytywnym. Ale poważnie, nie mam pojęcia gdzie się podziało to 365 dni. Co udało mi się osiągnąć?

  1. Przeczytałam naprawdę sporo książek. Różnych. Były tam książki coachingowe i motywacyjne. Były o zdrowym odżywianiu. I przede wszystkim były książki fachowe. Chyba jeszcze nigdy nie przeczytałam tak dużo fachowej literatury jak w zeszłym roku. Myślę., że jakby zliczyć to ze 35 książek poszło. Ja wiem, że są takie wyzwania na Facebook’u by przeczytać minimum 52 książki w ciągu roku. I ludzie sobie bez problemu z tym radzą. Uważam również, że literaturę fachową można liczyć jako pomnożone przez 2, więc zgodnie z tym podejściem, w zeszłym roku ogarnęłam 70 pozycji! 😀
  2. Uzupełniłam moją pilatesową bibliotekę. Dzięki jednej z klientek odkryłam cudowną księgarnię internetową, z której zakupiłam całą masę książek, za kwotę, którą ciężko mi przecisnąć przez palce na klawisze. Nabyłam takie pozycje jak m.in. anatomia najlepsza na  świecie, czyli „Trial guide to the body”, klasyczny „The pilates method of body conditioning” Romany, „No risk abs” i „No risk Pilates” Blandine i wiele, wiele innych.
  3. Zaczęłam szkolić. Zawsze tego pragnęłam, tylko nigdy nie miałam wystarczająco dużo odwagi, by się wreszcie za to zabrać. Ale potrzebny był jeden, porządny kopniak motywacyjny i voila, warsztaty powstały. I to właśnie zabrało mi tak dużo czasu. Jak się okazuje, przygotowanie dobrego skryptu i douczenie się wszystkiego, to wcale nie taka prosta, hop siup, sprawa. Jak się okazuje, wymaga to ogromu czasu, książek, cierpliwości i motywacji. I weny twórczej. Prace nad przygotowaniem „idealnego” skryptu na moje pierwsze warsztaty zajęły mi dobre kilka miesięcy. Ale udało się! I tak oto powstał „Ćwiczenia Pilates w wadach postawy i schorzeniach kręgosłupa”. warsztat trwający dwa dni, na którym dzielę się moją wiedzą i doświadczeniem zawodowym.
  4. Weszłam we współpracę z trójboistami. I możecie mi wierzyć lub nie, ale to wymaga ode mnie naprawdę dużego nakładu pracy. Przyzwyczajona, i z racji mojego wykształcenia, do pracy z klientami kręgosłupowymi, pozyskanie klienta sportowca, o zupełnie odmiennych oczekiwaniach, wymusiło na mnie poniekąd zmianę systemu myślenia i postrzegania ciała ludzkiego. Mój pierwszy trójbojowy klient, mistrz Europy w wyciskaniu leżąc, Michał Tybora, oczekiwał ode mnie wyzwań. Treningi nie mogą być nudne i proste. Muszą być dla niego poniekąd wyzwaniem, musi czuć pracę. Przy takiej ilości mięśni, takie masie i obwodach, wcale nie jest to prosta sprawa. Ale dałam radę! Z Michałem pracuję od wakacji 2017, a on sam twierdzi, że rozpoczęcie ze mną treningów, było jedną z lepszych decyzji w jego karierze sportowej 🙂
  5. Podeszłam do egzaminu na pełną certyfikację w STOTT Pilates. Niby nic, niby tym systemem pracuję, znam ćwiczenia, znam zasady, wszystko powinno pójść jak po maśle. Egzamin ten, składający się z części teoretycznej i praktycznej, obejmował wszystko, 6 ostatnich lat mojej pracy, wiedze podstawową na temat anatomii, fizjologii i biomechaniki ciała człowieka, ale również ćwiczenia, zasady ich wykonywania i kolejność na macie, reformerze, cadillacu, krześle, łuku, spine correctorze i beczce na wszystkich poziomach zaawansowania. I jak matkę kocham, nie pamiętam bym na studiach uczyła się tyle do któregokolwiek egzaminu. A tu bite 2.5 miesiąca spędziłam na książkami. Ostatni tydzień już mi się wylewało i ulewało nadmiarem informacji buzujących w moim mózgu. Zapytacie o efekt? Poczekajmy do lutego, wtedy powinnam mieć wyniki.
  6. a oprócz tego wszystkiego co Wam tu opisałam dodajmy jeszcze prowadzenie firmy. Marketing, wymyślanie promocji, akcji reklamowych, wydarzeń, eventów, dni otwartych. Ogarnianie facebook’a i instagrama. Strony internetowej. Comiesięczne raporty i podsumowania. Wyjazdy pilatesowe. Współpraca z Lokalnym Rolnikiem i Klubem Zdrowej Tarczycy…

I nagle się okazało, że kalendarz dobitnie wskazuje 31.12 i nie ma zmiłuj się. Rok minął jak za pstryknięciem palców. Od tak. Pożegnałam go śniadaniem z kieliszkiem szampana. A na nowy rok planuję już mniej, bo najważniejsze będzie to, by każdy wolny weekend spędzać z dzieckiem. Dlatego też najlepszy początek roku jaki mogłam sobie zafundować to tygodniowy urlop nad morzem ❤

IMG_8057

Ringo vel magic cirlce

Wczoraj przeglądałam instagrama w poszukiwaniu inspiracji na zajęcia reformerowe. W zapisanych plikach trafiłam na jeden z lepszych, pilatesowych memów. Nie wiem ilu z Was oglądało kultowy serial „Jezioro marzeń”. Nie byłam jego wielką fanką co prawda, ale aktorów i grane przez nie postacie pamiętam bardzo dobrze. I uwierzcie mi, ten mem, ta mina, ten tekst, oddaje wszystko! 😛

84c9b56ddcee4353c4ba101cc84c85c5

Kiedy prowadziłam zajęcia grupowe i po wejściu na sale wesołym gosem oznajmiałam klientom „bierzemy ringo” słyszałam lament, znacząco przeciągnięte „o nieeeeeeeeee” bądź „tylko nie ringooooo” i praktycznie widziałam właśnie tę minę.

Nie wiem dlaczego jest taka reakcja na ringo. Być może dlatego, że jest bardziej siłowe. Być może dlatego, że często wykorzystuje się z nim rzadko używane części ciała jak np przywodziciele. Być może dlatego, że czuć przy nim pracę. Ja osobiście je lubię (nie znoszę natomiast taśm ;)) i uważam, że ciekawie urozmaica lekcję.

I właśnie dzięki memowi z miną Dawsona stworzyłam lekcję reformerową z wykorzystaniem ringo. Lekcję, z której naprawdę jestem dumna. Żałuję, że nie zrobiłam klientkom zdjęcia po zajęciach, bo na bank miały takie miny 😛 Ale wytłumaczyłam im, że z racji dobrego treningu, mogą pozwolić sobie na podwójną porcję lodów czekoladowych 😉

A tak oto wyglądał nasz trening:

IMG_5963
Hip rolls z nogami w ringo by bardziej ustabilizować miednicę, popracować nad ustawieniem kości udowych w panewce stawów biodrowych i wzmocnić zewnętrzną stronę uda

IMG_5964

IMG_5966
Short stretch z nogami w ringo
IMG_5967
Praca nóg jak bend & stretch i lower & lift z ringo między nogami dla wzmocnienia wewnętrznej strony ud oraz pracy nad zwiększeniem stabilizacji miednicy i odcinka lędźwiowego
IMG_5968
Midback series – lat press z ringo między dłońmi. Krótki ruch. Praca nad zwiększeniem stabilizacji obręczy barkowej, kręgosłupa i wzmocnieniem mięśni wewnętrznej strony ramion.
IMG_5969
Single leg stretch z ringo w dłoniach
IMG_5970
Midback series (tu triceps) z ringo między nogami. Praca nad dodatkowym wzmocnieniem wewnętrznej strony ud i brzucha.
IMG_5971
Przywodzenie ręki w wysokim klęku z dodatkowym zgniataniem drugą ręką ringo. Stabilizacja całego ciała plus wzmacnianie wewnętrznej strony ramienia. 
IMG_5973
Odwodzenie ręki z dodatkowym zgniataniem ringo. Praca jak powyżej. 

 

 

 

Akademia Pilates

Miało być mądrze, ale na mądry i przydatny post zdecydowanie nie mam weny. W moim zeszycie ‚to do’ mam zapisane bodajże ze 3 ciekawe tematy, warte opracowania na bloga, ale za nic w świecie nie mogę się za nie zabrać. Zatem napiszę Wam o moim nowym dziecku… 😉

Moi rodzice byli wykładowcami na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Zawsze chciałam pójść w ich ślady. Jednak, że jak się okazało, ze studiami doktoranckimi i pozostaniem na uczelni było mi nie po drodze, trzeba było znaleźć inną formę realizacji swoich marzeń.

Zbierałam się bardzo długo. BARDZO. Naprawdę. Blokował mnie strach. Że mam za małą wiedzę, że jestem za młoda, że nie dam rady, że zostanę wyśmiana, publicznie zlinczowana, że popełnię błąd itd itp itt. Wszyscy wkoło pytali kiedy wreszcie zrobię własne szkolenie. I kiedy wreszcie sama zacznę uczyć. I kiedy i kiedy i kiedy. A ja wciąż nie miałam odwagi się przełamać. I tak naprawdę, tylko dzięki znajomej z branży, która pewnego pięknego dnia, kopnęła mnie w moje cztery litery i sama zaplanowała za mnie warsztaty, wreszcie się zdobyłam…

I tak oto, w maju 2017 roku, będąc 12 lat w branży pilates, 16 lat w branży fitness, 7 lat mając własne studio, nastąpił cudowny moment mojego życia. Oficjalnie ujrzała światło dzienne moja własna Akademia Pilates. Akademia Pilates Magdaleny Nowak. Jestem mega, cholernie dumna, a co!

akademia pilates_CMYK-01.jpg

Na pierwszy rzut poszły dwudniowe warsztaty „Ćwiczenia Pilates w wadach postawy i schorzeniach kręgosłupa”. Swój debiut miałam w Warszawie, w ostatni weekend maja, w studiu Dobry Pilates na Lekarskiej. I wiecie co? Nie było tak źle. Stres mnie nie zjadł, głupot nie gadałam, kurcze, byłam nawet całkiem mądra 😉 A grupa wydawała się być zadowolona. Ba, nawet w ankietach bardzo pozytywnie mnie oceniła 😀

W tym roku, z tą samą tematyką, wyruszę jeszcze do Bydgoszczy, ponownie do Warszawy oraz do Krakowa. W przyszłym, kto wie? Może moja Łódź, Poznań, Wrocław, Gdańsk?

W planach, już powoli realizowanych, mam kolejne warsztaty, o ćwiczeniach w stabilizacji odcinka lędźwiowego i miednicy, o błędach, których należy unikać ucząc pilates oraz o pilatesie w fizjoterapii. Tak więc będzie się działo… A ja? A ja po cichutku podskakuję i przeskakuję z nóżki na nóżkę z ogromnej radości, która we mnie rośnie, bo realizuję swoje kolejne marzenie ❤

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

cichutku podskakuję i przeskakuję z nóżki na nóżkę z ogromnej radości, która we mnie rośnie, bo realizuję swoje kolejne marzenie ❤

Ćwiczenia Pilates w stabilizacji lędźwiowo-miedniczej

Brzmi bardzo rehabilitacyjnie, nieprawdaż? Gdyby jeszcze napisać ‚Ćwiczenia metody terapeutycznej Pilates w stabilizacji kompleksu lędźwiowo-miedniczego’ śmiało mogłoby to posłużyć za tytuł mojej rozprawy doktorskiej 😉

Tak moi drodzy, ćwiczenia Pilates rewelacyjnie sprawdzają się w koncepcji fizjoterapeutycznej. A dokładnie właśnie w stabilizacji rejonu odcinka lędźwiowego i miednicy.

Dlaczego tak jest? Wszystko dzięki idei centrum ciała. Jak już wiemy, tak zwane pilatesowe centrum ciała (inaczej ‚core’), obejmuje mięśnie takie jak poprzeczny brzucha, wielodzielny odcinka lędźwiowego, czworoboczny lędźwi, przepona, mięśnie dna miednicy. One wszystkie razem, wzajemnie ze sobą połączone w pracy, dają efekt gorsetu w talii i dolnych plecach. Ich prawidłowe zaangażowanie i napięcie pozwala na zabezpieczenie, utrzymanie prawidłowej pozycji i równowagi dla odcinka lędźwiowego oraz rejonu miednicy.

O stabilizacji lędźwiowo-miedniczej powstało masę prac, w tym słynne badania m.in. pana Panjabi and co. Nie będę ich tu przytaczać, gdyż wpis miałby dobrych parę stron, ale obiecuję Wam kiedyś do nich wrócić.

Oczywiście wiadomo, że aby mówić o stabilizacji rejonu odcinka lędźwiowego i miednicy należy skoncentrować się na dwóch systemach mięśniowych: lokalnym i globalnym. Czyli na pracy głębokich, wewnętrznych mięśni (idea centrum ciała) oraz tych bardziej zewnętrznie położonych. W czasie ćwiczeń Pilates koncentrujemy się przede wszystkim na pracy głębokiej, każde wykonywane ćwiczenie musi „iść ze środka”. Ale również każde z tych wykonywanych ćwiczeń wzmacnia mięśnie globalne. I tu właśnie siedzi piękno tej formy ruchu. Że najważniejsze jest tu to co leży wewnętrznie, ale dodatkowo wzmacnia się również wszystko to co leży zewnętrznie.

Opracowanie treningu wymaga takiego doboru ćwiczeń, które od najbardziej podstawowych ruchów, zbudują ciało na nowo. Postawę ciała, jego pracę i ruch poszczególnych elementów rozkłada się na czynniki pierwsze, analizuje i buduje koncepcję naprawy. Wyróżnia się trzy etapy ćwiczeń w przypadku stabilizacji lędźwiowo-miedniczej.

  1. praca na mięśniach lokalnych

W tym etapie staramy się jak najbardziej wyłączyć pracę mięśni globalnych, by móc skoncentrować się na odczuciach przy próbach wzmacniania mięśni lokalnych. Często jest to bardzo trudne. Wielu z nas nie ma świadomości jak pracuje ciało, nie ma zatem najmniejszego pojęcia o istnieniu mięśni innych, niż te, które widać gołym okiem. Potrzeba czasu, cierpliwości i olbrzymiego skupienia by móc dotrzeć do tych części, o których nasze ciało już nawet zapomniało. Wymaga to też sporej wiedzy i umiejętności tłumaczenia ze strony instruktora. W końcu pracę zaledwie kilku mięśni trzeba przedstawić tak, by zaintrygować i zachęcić klienta do ćwiczeń. Trzeba pobudzić w nim wyobraźnię, by mógł w ogóle zwizualizować sobie położenie i odczucia związane z napinaniem owych mięśni. Jest to jednak etap najważniejszy i niezbędny w dalszej pracy z klientem kręgosłupowym. Trwa on tak długo jak zachodzi potrzeba, by bez obaw przejść do kolejnego.

2. praca w zamkniętym łańcuchu kinetycznym

Kontynuując cały czas pracę nad wzmacnianiem lokalnych stabilizatorów, powoli włącza się pracę mięśni globalnych w zamkniętych łańcuchach kinetycznych. Stopniowo zwiększa się również obciążenie zwracając dużą uwagę na to, czy wszystkie mięśnie danego segmentu łańcucha są odpowiednio zaktywowane by ciało mogło bezpiecznie pracować. W tym etapie zwraca się szczególną uwagę na wzmacnianie mięśni wokół odcinka lędźwiowego i miednicy, a także na zachowanie i utrzymanie stabilizacji tego rejonu w czasie wykonywania ruchów innych części ciała.

3. praca w otwartym łańcuchu kinetycznym

Ostatnim etapem jest, przy zachowanej kontroli lokalnej, dodawanie obciążenia w otwartych łańcuchach kinetycznych. Ćwiczenia stają się coraz bardziej złożone i skomplikowane, poruszają praktycznie całym ciałem, jednak wciąż największą uwagę koncentruje się na zachowaniu stabilizacji rejonu lędźwiowego i miedniczego poprzez utrzymaną aktywację lokalnych stabilizatorów.

Skoro wszystko brzmi jak czarna magia, pozwolę sobie wrzucić zdjęcia obrazujące co mam na myśli. Zdjęcia odnoszą się do ćwiczeń w pierwszym i drugim etapie.

IMG_5133
Nauka aktywacji mięśnia poprzecznego brzucha. Wyczuwanie czy angażuje się tak samo po obu stronach i w tym samym momencie. 
IMG_5134
Praca na poprzecznym brzucha oraz skośnych zewnętrznych i wewnętrznych. 
IMG_5136
Praca na poprzecznym brzucha, skośnych brzucha, czworobocznym części dolnej
IMG_5392
Praca na poprzecznym brzucha, zębatym przednim. Dodanie taśmy nie ma na celu pracy mięśni ramienia a zwiększenie wyzwania dla stabilizatorów barków i odcinka lędźwiowego. Ręka wykonuje szybki i krótki ruch rozciągając taśmę w niewielkim zakresie. 
IMG_5393
Poprzeczny brzucha, praca nad wyobrażaniem sobie tłoka w brzuchu, najszerszy grzbietu, skośne zewnętrzne.
IMG_5398
Poprzeczny i skośne brzucha. Stopy naciskają na PTB, góra ciała wykonuje „pilatesowe” brzuszki.

Instruktor nie lekarz, leczyć nie musi!

A tak właśnie ostatnimi czasy się dzieje. Obserwuję przerażający trend na fizjotrenerów. A raczej pseudo fizjotrenerów. Na trenerów, którzy uważają, że na weekendowych warsztatach/szkoleniach/konwencjach/eventach posiedli tajemną wiedzę pozwalającą im leczyć swoich podopiecznych. Pozwalającą im diagnozować schorzenia i pracować z klientami bólowymi, ciężko skoliotycznymi czy pooperacyjnymi.

Mamy zatem osobę, która skończyła na przykład geografię, zrobiła kurs pilates i jest naprawdę dobra w tym co robi. Jest świetnym instruktorem i bardzo dobrze prowadzi zajęcia lub treningi indywidualne. Potrafi poprawić komuś ciało i nastrój. I niech tak zostanie. Znam mnóstwo rewelacyjnych trenerów, którzy z ciałem potrafią zrobić cuda, a ich wiedza jest powalająca. Ale czasami zdarza się, że taka osoba, jedzie na warsztat z zastosowania teorii powięziowej w pracy instruktora. Albo technik manualnej pracy. Poznaje dwa triki, przydatne tak naprawdę tylko i wyłącznie w jednym, konkretnym przypadku i zaczyna je wprowadzać do swoich zajęć. Nie mając za bardzo pojęcia dlaczego to robi i jaki to przyniesie efekt. I to już jest nie dobre.

Dlaczego w ogóle powstał ten wpis? Bo nie tak to powinno wyglądać. Instruktor to instruktor. Więc proszę, jeśli nie masz wykształcenia medycznego, nie zabieraj się do rzeczy, o których najprawdopodobniej masz niewielkie pojęcie. Dlaczego? Bo możesz, swoim częściowym brakiem wiedzy, jeszcze bardziej zaszkodzić. A klienci z poważnymi problemami zdrowotnymi są jak jajko, trzeba się z nimi obchodzi bardzo delikatnie wiedząc doskonale na co można, a na co nie można, sobie pozwolić. Tu często nie ma miejsca na ‚wydaje mi się’ lub ‚to chyba tak powinno wyglądać’… Jeśli czegoś nie jesteś pewien lub masz za małą wiedzę bądź doświadczenie, nie bój się odesłać takiego klienta do kogoś kto się tym zajmuje.

Rolą instruktora jest, poprzez dobór odpowiednich ćwiczeń, wpłynąć na ciało swojego podopiecznego. Jest poprawa zakresu ruchu, napięcia mięśni, zmiana sylwetki, pozytywny wpływ na ogólnie pojętą jakość życia. Polepszenie równowagi, prioprocepcji, koordynacji. Poprawa stabilizacji i mobilizacji. Ale rolą instruktora nie jest leczenie. Jego rolą nie jest zagłębianie się czy ból, z którym klient przychodzi, jest bólem mięśniowym czy korzeniowym. Czy zastanawianie się czy przy danym schorzeniu zastosować trakcję czy też nie. To jest już działka fizjoterapeutów. Albo trenerów z wykształceniem medycznym. Gdyż pamiętajmy, primum non nocere, czyli po pierwsze nie szkodzić. A czasami wielkie ambicje i brak wiedzy oraz doświadczenia, może dać efekt zupełnie odmienny.

Osobiście uważam, że dobry instruktor, powinien mieć ogólne pojęcie o anatomii, fizjologii i biomechanice. Ogólne. Nie uważam, że  musi wiedzieć, jaką funkcję wykonuje mięsień podkolanowy czy zębaty tylny. I że skolioza może powodować zaburzenia trawienia czy hormonalne. Oraz jak wygląda rozkład sił w stawie kolanowym. Ale powinien mieć ogólne pojęcie o tym jakie istnieją wady postawy, co wtedy można ewentualnie zrobić, a czego za żadne skarby świata się nie dotykać.

Tu nie chodzi też o to by się nie kształcić. Wiedzę z różnych problemów zdrowotnych pogłębiać należy. Prawda jest taka, że na zajęciach grupowych praktycznie nigdy nie wiemy, co kryje ciało klienta. Możemy zaobserwować wady postawy. I musimy wiedzieć jak ułożyć lekcję, by była ona bezpieczna dla każdego jej uczestnika. Musimy wiedzieć jak wyglądają plecy płaskie a jak swayback i co możemy zrobić by nie zaszkodzić. Rozwijajmy swoje techniki prowadzenia zajęć, jeźdźmy na szkolenia, czytajmy książki, rozwijajmy się non stop. Ale wiedzę, którą uzyskujemy filtrujmy i wykorzystujmy tylko to, co dla nas jest najważniejsze. Gdyż na etapie bycia instruktorem nie ma sensu wgłębiać się w najdrobniejsze szczegóły budowy ciała człowieka.

Ku zakończeniu napiszę jedynie – bądźmy rozsądni 🙂 i pójdę czytać kolejną książkę 🙂

IMG_5401.JPG

Pilates skoliotyczny

Minął ostatni weekend maja a wraz z nim mój pierwszy, autorski warsztat „Ćwiczenia Pilates a wady postawy i schorzenia kręgosłupa”. Zatem mogę spokojnie wziąć się za pisanie artykułu o ćwiczeniach Pilates jako formie pracy z osobami skoliotycznymi.

Nie będę tutaj wchodzić w szczegóły czym jest skolioza, gdyż wyszłoby tego tak dużo, że spokojnie na 3 artykuły mogłabym to podzielić. Chcę się skupić przede wszystkim na tym, jakie ćwiczenia Pilates, a dokładnie te z wykorzystaniem dużego sprzętu, można śmiało zastosować w treningu z osobami ze skoliozą.

A więc ready, steady, go!

CEL ĆWICZEŃ:

  1. elongacja
  2. wzmacnianie
  3. stabilizacja
  4. zwiększenie ruchomości

Dawno temu, jeszcze za czasów studiów, mądre podręczniki mówiły, że praca ze skoliotykami powinna być jednostronna. Totalnie się z tym nie zgadzam. W mojej wieloletniej pracy jako trenera Pilates i fizjoterapeuty nigdy nie spotkałam się ze skoliozą o jednym łuku. Gdy jeden element kręgosłupa zaczyna zmieniać swoje ustawienie, element towarzyszący robi to również, by dopasować się do powstających zmian. Co oznacza, że gdy zaczyna tworzyć się łuk w jedną stronę, w konsekwencji powstaje również łuk w stronę przeciwną. Mięśnie po stronie wypukłej są rozciągnięte, natomiast po stronie wklęsłej skrócone. Mając zatem skoliozę dwułukową, z łukiem pierwotnym i wtórnym, po jednej i po drugiej stronie mamy zarówno część wklęsłą, jak i wypukłą.

Co w takim przypadku? Właśnie wydłużać, wzmacniać i stabilizować. Zdecydowanie. Nie działać jednostronnie, działać obustronnie. A do tego jeszcze holistycznie. Gdyż skolioza to nie tylko choroba układu ruchu. To również choroba obejmująca w tych cięższych przypadkach układ oddechowy, krwionośny, pokarmowy i nerwowy. Zatem w czasie układania planu treningowego patrzmy na wszystkie te aspekty, a nie tylko na to, w którą stronę jaki łuk się utworzył.

Cadillac i spine corrector to dla osoby skoliotycznej istne zbawienie. Spine corrector dopasowuje się swoim kształtem do krzywizn kręgosłupa, podczas gdy Cadillac daje olbrzymie możliwości ustawiania i pracy ciała w rożnych płaszczyznach. Natomiast beczka jest wspaniała jeśli chodzi o otwieranie klatki i pracę na rozciąganiu pleców i boków ciała w pozycjach wysokich.

Ćwiczenia, które doskonale się tu sprawdzają to:

  1. roll down z wykorzystaniem roll down bar na spine correctorze – celem jest mobilizacja i elongacja kręgosłupa, a także wzmocnienie mięśni brzucha i stabilizacja obręczy barkowej. IMG_4538
  2. side bend z długą sprężyną i rękojeścią na spine correctorze – celem jest mobilizacja kręgosłupa, rozciągnięcie go bocznie, wzmocnienie mięśni skośnych i czworobocznego lędźwi.        IMG_4539
  3. hinge z roll down bar – celem jest elongacja i stabilizacja kręgosłupa, wzmocnienie mięśni brzucha
    IMG_4544

 

 

 

 

 

 

 

4. roll down standing z PTB – mobilizacja i elongacja kręgosłupa

5. odchylanie stojąc – celem jest elongacja i stabilizacja kręgosłupa, wzmacnianie mięśni brzucha, stabilizacja obręczy barkowej

IMG_4548

6. półprzysiad – celem jest elongacja i stabilizacja kręgosłupa, wzmocnienie mięśni nóg, stabilizacja obręczy barkowej

IMG_4547

7. chest expansion – mobilizacja kręgosłupa, otwieranie klatki piersiowej, wzmacnianie mięśni brzucha

IMG_4543

8. side bend – mobilizacja boczna kręgosłupa, wzmacnianie boków talii, rozciąganie boków ciała

9. swan dive prep  – przeprost kręgosłupa piersiowego, elongacja i mobilizacja kręgosłupa.

IMG_4540

Jakie są odczucia klientki po takim zestawie ćwiczeń? Rewelacyjne! Za każdym razem czuje, że jej ciało pracuje. Nie jest to ból, a uczucie zmęczonych mięśni, które zrobiły naprawdę niezłą pracę.

Zespół skrzyżowania górnego a Pilates

Czytając ostatnio jedną z książek o anatomii w ćwiczeniach Pilates wpadłam na hasło ‚upper crossed syndrome”. Niby się z tym spotkałam, ale jednak nie do końca wiedziałam o co chodziło. Zaczęłam więc szukać i szperać by pogłębić wiedzę. I tak oto powstał ten wpis 🙂

Zacznijmy od początku, tak więc od definicji. Czym jest ów tajemniczy zespół skrzyżowania górnego? Jest to zespół dolegliwości bólowych i zmiany w postawie ciała charakteryzujący się zaokrąglonymi barkami z odstającymi łopatkami i głową wysuniętą do przodu.

PS: Czyż tak właśnie nie wygląda 3/4 naszego społeczeństwa? Ba, ludzkiej populacji?

fig04_02a

Od strony mięśniowej sprawa ma się następująco:

  • słabe są zginacze szyi (efekt -> głowa wysunięta do przodu i często zadarta)
  • przykurczone są mięśnie podpotyliczne, mięsień czworoboczny część zstępująca (górna) oraz dźwigacz łopatki (efekt -> barki uniesione w górę)
  • słabe są mięśnie równoległoboczne oraz czworoboczny część wstępująca (dolna) (efekt-> odstające łopatki)
  • przykurczone są mięśnie piersiowe (efekt -> zaokrąglone barki, ramiona zrotowane wewnętrznie)

Będąc jeszcze bardziej dokładną:

  1. przykurczone są mięśnie: piersiowe, górna część czworobocznego, dźwigacz łopatki, mostkowo-obojczykowo-sutkowy, podpotyliczne, podłopatkowy, najszerszy grzbietu, zginacze ramion
  2. wydłużone są mięśnie długi głowy, długi szyi, pod i nadgnykowe, zębaty przedni, równolegoboczne, dolna część czworobocznego, tylnej części stożka rotatorów, prostowniki ramion

Skąd nazwa zespół skrzyżowania górnego? Ponieważ przykurczone mięśnie po stronie grzbietu, czyli górny czworoboczny i dźwigacz łopatki krzyżują się z przykurczonymi mięśniami po stronie klatki piersiowej czyli piersiowymi. Natomiast wydłużone od strony przedniej mięśnie zginacze szyi krzyżują się z wydłużonymi po stronie grzbietowej mięśniami równoległobocznymi i dolnym czworobocznym.

Spójrzmy zatem na typowego szczura korporacyjnego/informatyka/smartphonoholika. Widzimy podobieństwo? Tak, zespół skrzyżowania górnego najczęściej można spotkać u osób o siedzącym trybie życia, niskim poziomie aktywności fizycznej, kiepskich nawykach ruchowych.

UCS
West Family Chiropractic

Idąc za Jandą, czeskim lekarzem i twórcą zespołu, taki wzorzec napięcia i nierównowagi mięśniowej prowadzi do dysfunkcji stawów na wielu poziomach, zaczynając od odcinka szyjnego i stawu szczytowo-potylicznego, pomiędzy kręgami C4-5, szyjno-piersiowego, na poziomie Th4-5 oraz ramiennego.

Na tym nie koniec. Gdyż do tego wszystkiego dołączają się objawy bólowe. Mięśnie są przykurczone, ponapinane, ograniczony jest dopływ krwi do nich, a co za tym idzie, substancji odżywczych i tlenu. Powstają bolesne punkty spustowe. Zaczynają funkcjonować w sposób niewłaściwy aktywując się w czynnościach, do których nie są przystosowane.

Wysunięcie głowy do przodu może powodować nacisk na naczynia zaopatrujące w krew mózg. Może dojść do zawrotów głowy lub szumów usznych. Uniesienie barków w kierunku uszu może napięciowo rzutować na szczękę i doprowadzić do zgrzytania zębami i ścierania ich powierzchni. Zamknięcie klatki piersiowej wpływa na tor oddychania (klatka piersiowa przestaje pracować trójwymiarowo w czasie oddychania) powodując jednocześnie mniejszą wydolność oddechową.

Tyle straszenia. Przejdźmy do konkretów. Co robić aby zapobiec tym wszystkim nieciekawym następstwom zespołu skrzyżowania górnego? Ano przywracać równowagę, czyli skracać to co wydłużone i wydłużać to co skrócone 😉 Łatwo napisać, trudniej faktycznie wykonać.

  1. Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest wytłumaczenie jak powinno wyglądać neutralne, co więc za tym idzie, prawidłowe ułożenie dla głowy, szyi, barków, ramion i klatki piersiowej.
  2. Zdecydowanie praca na oddychaniu w wersji trójwymiarowej, z ruchomością klatki piersiowej w przód, tył i na boki będzie tu potrzebne.
  3. Praca nad stabilizacją łopatek, ich powrotem na właściwe im miejsce połączona jednocześnie z otwieraniem ramion
  4. Praca nad elongacją odcinka szyjnego i piersiowego

Co zatem możemy pilatesowo tutaj zdziałać?

  • izolacja łopatek w pozycji siedzącej, w leżeniu tyłem na spine correctorze, z PTB na cadillacu
  • spine twist
  • hip rolls
  • nauka roll over prep bez angażowania klatki, ramion czy odcnka szyjnego
  • leg pull supine prep
  • side leg lift i kick najlepiej na beczce czy spine correctorze (dla wymuszenia lepszej stabilizacji i elongacji)
  • cała praca ramion w back rowing prep na reformerze czy cadillacu
  • push thru on stomach na cadillacu, a na macie wszystko związane z pracą ramion w leżeniu na brzuchu jak breast stroke prep, diamond press, swan dive prep
  • arm openings

 

 

 

 

 

 

Daniella Mallach, moja guru

W kwietniu 2011 r. po raz pierwszy pojechałam do Brna na szkolenie, moje pierwsze szkolenie STOTT Pilates. To była intensywna mata. Prowadziła ją wtedy nauczycielka z Izraela, Daniella Mallach. Daniella okazała się kobietą o niezwykle trudnym charakterze  i olbrzymiej wiedzy. Potem byłam na szkoleniu z nią w grudniu 2011 (zaawansowana mata), kwietniu 2012 (urazy i specjalne grupy klientów) oraz na warsztatach w kwietniu 2015 (case study) i teraz w kwietniu 2017. Za każdym razem Daniella zaskakiwała mnie czymś nowym, innym spojrzeniem na sprawę i podejściem do tematu.

Co prawda jej strona jest dość nieczytelna, ale warto tu umieścić do niej link: http://www.daniellamallach.com/en/

W ostatni weekend kwietnia miałam okazję spędzić z nią dwa dni na warsztatach teoretyczno-praktycznych o skoliozie i powiązaniu stopy z centrum ciała. Dwa intensywne dni.

Daniella ostatnimi czasy zaczęła się dość mocno zajmować metafizyką, teorią uzdrawiania kwantowego itd. Naprawdę uwielbiam ją za jej wiedzę. Case study z kwietnia 2015 pokazało mi, jak w czasie niecałej godzinie pracy z klientem, z idealnie dobranymi ćwiczeniami do jego potrzeb, potrafi zmienić jego sylwetkę. Ale… No właśnie, pojawiło się drobne ale… Pokochaj siebie, zobacz i poczuj przepływającą energię, wszystko jest energią… Nie mam nic przeciwko temu, jednak nastawiałam się na bardziej rehabilitacyjny warsztat, bardziej medyczny, konkretny niż sam przepływ spiralnej i trójwymiarowej energii przez kręgosłup skoliotyka.

Wracając do samego wyjazdu. Intensywność zaczęła się od tego, że Kornel miał kaszel i katar i sam wyjazd wisiał na włosku. Z planowanych 5 godzin snu wyszły może 2 pełne. Wszystko przez jego płacz i kasłanie. Podróż autem też nie była najlepsza, po jakieś 1,5 godziny snu zmieniłam Janka i byłam kierowcą. I byłam tak bardzo nieprzytomna, że szkoda pisać.

IMG_4689.JPG

Pierwszy dzień dotyczył pracy ze skoliozami. Pracy z klientami indywidualnymi. Pracy dość specyficznej, bardziej terapeutycznej niż stricte pilatesowej. Daniella pokazała ćwiczenia, w których następuje przede wszystkim rozluźnienie i wydłużenie kręgosłupa. Nie były to typowe ćwiczenia, które znam i z którymi sama pracuję przy skoliozach. Natomiast zastanawiam się, czy każdy może pozwolić sobie na tak indywidualna i tak terapeutyczną pracę z klientem.

Czasem mam wrażenie, że warsztaty nie są dostosowane do potrzeb uczestników. Zakładam, że z 20 obecnych tam osób, 5 miało wiedzę medyczną, a pozostałe 15 było instruktorami pilates zajmującymi się tym po godzinach i prowadzącymi zajęcia grupowe. Pytanie zatem brzmi – ile oni wyniosą z takiego warsztatu? Ile będzie zachłyśnięcia się super wiedzą, a ile z tego wykorzystają faktycznie? Na ile będą wiedzieć jak to użyć w praktyce?

Drugi dzień dotyczył stopy. Jej budowy, ustawienia i zaburzeń, które wpływają na pracę reszty ciała. Mówiliśmy sporo o mięśniach jak piszczelowy tylni, płaszczkowaty czy podkolanowy, o tym jak je wyczuć i jak z nimi pracować, by wywołać zmianę ustawienia stopy. Ponownie, mniej pilatesowo, praktycznie w ogóle nie pilatesowo, za to bardziej terapeutycznie i rehabilitacyjnie.

Niedzielę zakończyliśmy dwu i pół godzinnym warsztatem z reformerem z wieżą. Nowe pomysły, połączenia, modyfikacje ćwiczeń. Muszę przyznać, że Daniella jest mistrzynią modyfikacji. Wiele z ćwiczeń przyda mi się do pracy z osobami ze skoliozą, inne wymagają przemyślenia z kim i dlaczego je wykorzystam.

IMG_4729.JPG

Po zakończonym weekendzie przyszedł czas na zasłużony odpoczynek, czyli Aqua Land, wino i słońce ❤

IMG_4794.JPG

Medyczny Trening Terapeutyczny czyli level up zwykłego treningu

Z reguły sytuacja wygląda tak, że do trenera idzie się po to by zrobić masę, rzeźbę albo schudnąć. Wciąż rzadko spotykane jest by korzystać z jego oferty w celach leczniczych. Ja mam to szczęście, że w zdecydowanej większości przypadków trafiają do mnie klienci z problemami zdrowotnymi. Pilates i fizjoterapia pięknie się ze sobą łączą i uzupełniają, więc to jest moja droga do leczenia i uzdrawiania poprzez ćwiczenia.

Jak wiadomo, nie można spocząć na laurach. Branża medyczna zmienia się tak naprawdę z miesiąca na miesiąc. Co chwilę są nowe badania, wyniki, osiągnięcia naukowe, które wprowadzają coś nowego. Zatem stanie w miejscu jest jak strzał w kolano, nie ma Cię, jeśli się nie rozwijasz. W tym celu postanowiłam pójść na szkolenie z Medycznego Treningu Terapeutycznego. By móc uzupełnić moją fizjoterapeutyczną  i wyjść poza pilatesową wiedzę. By wiedzieć jeszcze lepiej jak rehabilitować ruchem osoby po operacji zerwanych więzadeł, wymienionych bioder czy uszkodzonych kręgosłupów.

IMG_4653

MTT to szkolenie cztero-modułowe. Każdy moduł to 3 dni ciężkiej pracy, zarówno umysłowej, jak i fizycznej. Poświęcone jest zagadnieniom różnych form treningu i dopasowaniem go pod rożne schorzenia układu ruchu. Szkolenie prowadzi prof Lasse Thue (Prezes Kaltenborn-Evjenth Interational, specjalista od przygotowania fizycznego piłkarzy FC Barcelona oraz kadry norweskich biegaczek). Człowiek o niesamowitej kondycji w stosunku do swojego wieku. Oraz o olbrzymiej wiedzy. 

Pierwszy moduł, który miał miejsce 21-23.04.17, dotyczył kolana i biodra. Spora ilość badań, nowinek i ciekawostek. Dowiedziałam się jak układać plany treningowe pod konkretne schorzenia kończyny dolnej, jakie ćwiczenia obejmują mobilizację, sensomotorykę, a jakie trening siłowy. Ale dał mi też do zrozumienia, że czas nadrobić trochę fizyki, gdyż biomechanika leży i się śmieje ze mnie w niektórych przypadkach 😉

18033860_1944516292501849_4543144566623193456_n

Z niecierpliwością czekam na kolejny, czerwcowy moduł, tym razem o schorzeniach kręgosłupa, czyli o czymś, co mnie fascynuje najbardziej!