Czy trener pilates może mieć depresję?

Od 4 dni spędzam czas w przepięknych urlopowych okolicznościach. Relaksuję się, odpoczywam, zbieram siły. Regeneracja jest dla mnie mega ważna! Szczególnie ta psychiczna. A taki wyjazd rewelacyjnie wpływa na nia wpływa. Dlaczego o tym mówię? Bo dziś chcę poruszyć niezwykle ważną kwestię, o której rzadko się mówi. Jednak jest to sytuacja, z którą zmaga się wielu trenerów pilates.

Absolutnie nie zawaham się stwierdzić, że kocham swoją pracę i to jest właśnie to, co daje mi satysfakcję w życiu. Trafiło mi się, że robię to co lubię i lubię to co robię. Jednak każda praca, nawet ta z powołania, ma swoje ciemne strony. Wydaje mi się, że w szczególności tyczy się to zawodów związanych z pracą z ludźmi.

Dlaczego? Dlatego, że w takiej pracy bardzo duży wpływ na nasze samopoczucie, a w efekcie i jakość naszej pracy, mają osoby, z którymi pracujemy. W przypadku pracy trenera są to klienci. I mogą mieć oni zarówno pozytywny, motywujący, jak i negatywny, demotywujący wpływ na nasze samopoczucie czy jakość pracy.

Z pozoru praca trenera pilates może się wydawać mega fajna. Ruch, ludzie, super otoczenie, zero stresu, człowiek w zasadzie to się nie napracuje, a i dobrze zarobi. Ile razy slyszałam, że moja praca to tak naprawdę nie praca. Że nie ma absolutnie nic wspólnego z pracą w biurze. A że jeszcze prowadzę własną działalność, biorę wolne kiedy chce, pracuję kiedy chce, zarabiam dużo. Co za bzdury. Jakie to niewyobrażalnie powierzchowne patrzenie.

Praca z człowiekiem wymaga odpowiedzialności. Bardzo często treningi są swego rodzaju psychoterapiami. Klienci często zostawiają u trenera swoje problemy, dzielą się rozterkami i różnego rodzaju przemyśleniami. Obarczają swoimi problemami zdrowotnymi. Boli tu, boli tam, nie radzę sobie, od 20 lat nie mogę się pozbierać, mam depresję. Często również klienci oczekując porady. Nie tylko pomocy, , uzdrowienia, ale i życiowej porady. Oczekują, że trener za nich zrobi robotę, z którą oni nie dali sobie rady. Ogromnie cenię sobie bliskie więzi ze swoimi klientami. Początkowo jednak nie za bardzo umiałam rozdzielać pracę od emocji i tego co od klientów słyszałam. A jednak najgorsze co możemy zrobić to zabierać czyjeś problemy ze sobą. Teraz już to wiem, ale nauczenie się tego zajęło mi kupę czasu. Myślę, że w gronie moich znajomych po fachu nie jedna z Was boryka się z tego typu kwestiami. Bardzo ciężko jest utrzymać zdrową relację na gruncie klient – trener. Ale to wynika z faktu, że przecież jesteśmy tylko ludźmi. Jednak zabieranie czyichś problemów ze sobą to krok do zafundowania sobie samemu psychoterapii.

W kwestii, o której zaraz wspomnę, sytuacja powoli u nas w kraju zaczyna się normować. Jest to bardzo powolny proces, ale zawsze jakiś. Natomiast pamiętam swoje początki, kiedy wchodziłam w realia naszego kraju z czymś takim jak pilates. Największym problemem była kwota jaką należy zapłacić za zajęcia personalne na sprzęcie. Bardzo często słychać było niezadowolenie wysokością ceny takiej usługi. No właśnie, ale czy mówi się o tym, że pilatesowy sprzęt, na którym przeprowadzane są treningi, jest drogi? Czy mówi się o tym, że wykwalifikowanie się na trenera pilates jest drogie? Biorąc te wszystkie aspekty pod uwagę okazuje się, że ceny za treningi wcale nie są zbyt duże. Ale słuchanie tego w koło może przyprawić o ból głowy i załamkę.

Prowadząc swoje Pilatesowe studio, w którym pracują również inni trenerzy, mogę powiedzieć, że ciężko jest również znaleźć dobrze wykwalifikowane osoby do takiej pracy. Poszukiwania czato trwają baaardzo długo i serio jest to frustrujące. Mam jednak nadzieję, że pilatesowy świat zacznie się tu coraz prężniej rozwijać! Co da nam wieksze możliwości.

Oczywiście możemy się licytować, w którym zawodzie jest ciężej, trudniej psychicznie. Ale nie o to mi chodziło pisząc ten wpis. Chcę zwrócić uwagę na fakt, że trener to nie zawód gdzie jest wszystko kolorowe i bezproblemowe. Spoczywa na nas duża odpowiedzialność, z którą nie każdy radzi sobie gładko i pięknie. Nie bójmy się powiedzieć, że jest z nami gorzej, że przechodzimy kryzys. Nie bójmy się zadzwonić do koleżanki po fachu po poradę i wsparcie. Nie bójmy się pójść na psychoterapię czy do psychiatry. Mnie od totalnego wariactwa dwa razy uratowały koleżanki po fachu. Raz gdy byłam na etapie zamykania dużego studio, a raz gdy pracowałam po 13 godzin dziennie. I nie boję się powiedzieć, że wylądowałam u psychiatry poszukując pomocy. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy dźwigają brzemię pomagania innym i radzenia sobie z ich bólem. To cholernie ciężka sprawa.

Opublikowane przez magdapilates

instruktor i trener personalny Pilates, miłośniczka ćwiczeń Pilates i zdrowego aktywnego trybu życia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: