Porozmawiajmy o stawianiu granic

Majówkowy wypoczynek służy mi tak bardzo, że moja głowa zaczęła analizować sprawy, nad którymi w biegu życia za dużo nie rozmyślam. Często jednak te kwestie przypominają o sobie w takich typowych sytuacjach trener vs klient. Niby typowych, ale jednak nie do końca. Co mam na myśli?

Myśle, że każdej osobie działającej w tym biznesie zdarzyła się choć jedna sytuacja z tych, które dziś poruszę😉

Zacznijmy od najbardziej popularnej kwestii jaką jest negocjowanie ceny.

Jest to nasza praca, a za naszą pracę ustalamy sobie odpowiednią cenę. Jaką to zależy od miejsca, lat doświadczenia, wiedzy i pewności siebie. Stawka, którą wybieramy, powinna być absolutnie nienegocjowalna. Bardzo często w stawkę godzinową wliczana jest również konserwacja sprzętu, wynajem/koszty miejsca, oraz najważniejsze, czyli nasza wiedza, którą stale poszerzamy. Poza tym weźmy pod uwagę fakt, że gdy idziemy do lekarza na prywatna wizytę, czy do kosmetyczki na zabieg, nie negocjujemy ceny za wykonaną usługę . Dlaczego więc sytuacja ta miałaby wyglądać inaczej w naszej branży?

Niestety takie sytuacje zdążają się dosyć często. Powiedziałabym, że zdecydowanie zbyt często. Niezależnie od stażu. Moja rada… Zagryźć zęby i twardo trzymać się ustalonych stawek. Jeżeli pozwolimy na taka sytuację, klient wyczuje naszą uległość. To spowoduje przesuwanie pewnych ustalonych granic już od samego początku. A wierzcie mi, potem zaczną się próby przesuwania kolejnych i kolejnych granic. Szanujmy się i niech inni szanują nas. Cennik trenera to nie widełki od do. To jedna konkretna cena. Za jeden trening. Za godzinę naszej pracy. Za naszą wiedzę.

Kolejną ważną kwestią są godziny pracy. Jeżeli masz jasno sprecyzowane godziny, dajmy na to 9-19, to tego się bezwględnie trzymasz. Jeżeli ulegniesz i zapiszesz takiego klienta na godzinę 8 lub 20, czyli nie w godzinach swojej pracy, to bardzo prawdopodobne, że to nie będzie jedyny raz kiedy taki klient spróbuje negocjować z Tobą godzinę treningu.

Trzymaj się jasno wyznaczonych godzin. Jeżeli klient zauważy, że istnieje możliwość negocjacji, to zacznie to robić coraz częściej.

Klienci są trochę jak dzieci. Szczególnie w tych początkowych etapach nieustannie badają nasze granice. Sprawdzają na ile jesteśmy w stanie się ugiąć oraz jak wiele są w stanie wynegocjować.

To niestety prowadzi do zaburzenia relacjami na gruncie trener vs klient. Zaczyna się robić kwas i na dłuższą metę taka relacja zaczyna męczyć.

Zdecydowanie powinno się oddzielać życie prywatne od firmowego. Klient powinien pozostać klientem. A nie nagle stawać się naszym bliskim znajomym. Samej mnie jest łatwiej to napisać niż się tego trzymać 😛 Ta zasada jest dla mnie najtrudniejsza. Ale myślę, że nie tylko dla mnie.

Jednak dwie pierwsze zasady są dla mnie niezwykle ważne, wręcz kluczowe. Myślę, że bez nich miałabym po 1 niezły burdel, po 2 cała masę frustracji i pretensji do siebie.

Zdecydowanie nie bójmy się określania swoich granic. Im jaśniej będziemy się wyrażać, tym łatwiej będzie nam w przyszłości. Będzie mniej niedopowiedzeń i problemów. To też określa nas. Lepiej współpracuje się z kimś, kto jest od A do Z określony, niż gdy nigdy nie wiadomo o co chodzi.

Ciekawa jestem jakie próby przekraczania granic na gruncie trener vs klient spotkały Was.

Opublikowane przez magdapilates

instruktor i trener personalny Pilates, miłośniczka ćwiczeń Pilates i zdrowego aktywnego trybu życia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: